Kaczyński



share

Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za naszego prezydenta. Przyjęliśmy tę odpowiedzialność, kiedy go wybraliśmy - niewielu z nas, którześmy na urzędującą głowę państwa nie głosowali, z takim postawieniem sprawy się zgodzi. Janusz Palikot w telewizorze opowiadał, jak jego prezydent swoim postępowaniem go wykańcza. Jak już ma go dość. Poprawka: Palikotowi nie przyszłoby do głowy powiedzieć "mój" czy"nasz" prezydent. Mnie też z trudem przechodzi przez gardło przyznanie się do współodpowiedzialności za to co wymyśla, wygaduje i robi prezydent mojego kraju. Ale czy nam się to podoba czy nie, w oczach postronnych tak jesteśmy postrzegani. Mówią i będą mówić: ten wasz prezydent. Na przykład niebawem w Brukseli. Jeśli znowu panu naszemu prezydentowi uda się stanąć na czele polskiej delegacji, aby negocjować unijną politykę klimatyczno-energetyczną.



share

I znów nam Pan Donald wszedł smokiem, dwa ciosy z ?karata? i Pan prezydent leży. Prezydent nigdzie nie pojedzie, nie ma dyskusji to nasz szczyt europejski ? zagrzmiał Pan Donald. To się chyba nazywa labilność emocjonalna, takie wędrowanie od dawania ciała do stanowczości z pogranicza macho. Obserwując paranoję, od paru dni przywołuję balladę Młynarskiego. Balladę o dwóch koniach, jeden był koniem grzecznym drugi narowistym i niebezpiecznym. Furman nie głupi chłop i dbający o zdrowie, wymyślił był następujący system wychowawczy. Prał ile wlezie grzecznego konia, a koniowi narowistemu wygrażał, że oberwie tak jak grzeczny, jeśli się będzie dłużej stawiał. Tak też Pan Donald uniknąwszy ciosu kopytem, które w ostatniej chwili cofnął Pan Listkiewicz i co bardziej niebezpieczni pedofile, staje teraz na koźle i ćwiczy starego, nieco już zajechanego konia, zwanego przepychanki z prezydentem.



share

Kilka ostatnich sytuacji i działań Platformy Obywatelskiej wzbudziło we mnie poczucie deja vu. Już kiedyś, gdzieś, stosunkowo niedawno, słyszałem taką retorykę, widziałem takie marsowe oblicza polityków, arogancję. Tak - to było niecały rok temu.

Platforma Obywatelska musi zrozumieć, że nic nie jest dane na zawsze, a na pewno nie jest to władza, szczególnie w Polsce. Jeszcze strach przed powrotem Jarosława Kaczyńskiego i jego partii tkwi w społeczeństwie, ale nie oznacza to wcale tego, że w wyniku niespodziewanych ruchów wokół tej formacji, nie pojawi się na scenie inne ugrupowanie.

Myślenie kategoriami PR i marketingu politycznego, co jest cechą PO, może być zgubne. Więcej - już było zgubne, dla partii w roku 2005 i samego Donalda Tusk w wyborach prezydenckich. Podporządkowanie się sondażom i podszeptom specjalistów od wizerunku, marketingu, może w pewnym momencie zaprowadzić partię na manowce.

Strony