JKM



share

Zwykle piszę o amerykańskiej polityce, tym razem napiszę o wizycie polskiego  polityka w USA.  Żyjemy w świecie pełnym niespodzianek.  Śpiewali, że “nigdy deszcz nie pada w Kalifornii”, a właśnie leje jak z cebra już trzeci dzień i zapowiadają więcej deszczu.  Mówili, że Janusz Korwin-Mikke, słynny brydżysta i   piewca wolnego rynku w post sowieckiej Polsce nie ma żadnych szans, a dziś jest europosłem.  Ten 75 “letni” (a bywa gorący) jeden z najbarwniejszych polskich polityków, po zabawie sylwestrowej (wraz z żoną) w Las Vegas w stanie Nevada, spotkał się z Polonią z północnej Kaliforni w rejonie zatoki Św. Franciszka (San Francisco).  Gospodarzem spotkania był prezes Polsko-Amerykańskiego Stowarzyszenia  Wschodniej Zatoki (EBPAA) Ryszard Mleczko, inicjatorem prezes KPA na Kalifornię Płn. Andrzej Prokopczuk (uczęszczał do tego samego liceum co JKM), a opiekunką Gościa była Pani Zofia Zakrzewska. Jedziemy.



share

Zastrzegam, że dzisiejszy tekst jest przeznaczony dla ludzi dojrzałych i poważnych, którzy nie powtarzają bezrefleksyjnie durnych hasełek: „banda czworga”, „konserwatywny liberalizm” itd. Nie interesuje mnie wymiana poglądów na poziomie stadionowej trybuny, czy wizyty Świadków Jehowy, zajmę się przypomnieniem faktów poczynając od PRL. W czasach Polski Ludowej ruski agent wpływu, Janusz Korwin-Mikke ze Związku Młodzieży Socjalistycznej przeszedł do Stronnictwa Demokratycznego, gdzie organizował pierwsze pogadanki dla młodzieży szkolnej przedstawiając ludzką twarz realnego socjalizmu. W stanie wojennym grzecznie podpisał lojalkę i poszedł do domu grać w brydża, głównie z ówczesnymi członkami PZPR, Zjednoczenia i PRON. W 1989 roku Mikke wystrzelił jako „konserwatywny liberał” i bezkompromisowy tropiciel bezpieki, jednocześnie wszem wobec sławił bohaterstwo ruskiego generała Wojciecha Jaruzelskiego.



share

Nudne jest to zestawiania dziadka Janusza z innym Januszem pogrążonym w kryzysie średniego wieku, ale nic nie poradzę na nudę, gdy ta opisuje fakty. Zestawiałem tych dwóch komediantów zanim to było modne i powodowało ogólne zdziwienie wyrażone naiwnym pytaniem: „Jak to, przecież JKM jest konserwatywnym liberałem, a bimbrownik lewakiem”. Tak to, po prostu i zwyczajnie, bo różnica między konserwatywnym liberalizmem i lewackim liberalizmem polega na tej samej anarchii odwołującej się do nieziszczalnej wolności. Nie ma więc żadnego zdziwienia, przynajmniej we mnie, że wydumane ideologie, których nazwy są wewnętrznie sprzeczne, lgną do siebie i wymieniają się zwolennikami. Staruszek JKM chciał mnie zabić, gdy przypisałem mu odbijanie wyborców biłgorajskiemu bimbrownikowi, dziś sam bimbrownik i wszyscy eksperci przyznają, że miałem rację.

Strony