Jarosław Kaczyński



share

Mamy rozwolnienie informacyjne, ludzie nie są w stanie przyjąć jednej dziesiątej z tego, co się do nich krzyczy, dlatego wyłapują tylko to, do czego wcześniej się przekonali lub zostali przekonani. Jak w prawie każdej sprawie stworzyły się obozy i grupy kibiców, ale to takich z „żylety”. Jedni są święcie przekonani, że nie ma nic groźniejszego na świecie niż modny wirus, w 100% objawowo i przebiegiem „leczenia’ zbieżny z wirusami grypowymi, inni się z tego śmieją. Trzeba jednak uczciwie zauważyć, że tych pierwszych jest zdecydowanie więcej, wręcz można mówić o przytłaczającej przewadze. Około 60% Polaków popiera działania ministra Szumowskiego, w tym tak absurdalne jak stanie przed sklepem, nie w sklepie, czy zalecenia, aby nie dbać o kondycję fizyczną i unikać świeżego powietrza.



share

Pomiędzy tysiącami doniesień medialnych przemknęła informacja, która normalnie byłaby na topie ze dwa tygodnie, a w obecnych paranoicznych warunkach nie przeżyła godziny. Oto w czasach narodowej kwarantanny, gdy wszyscy siedzą na balkonach i śpiewają piosenki, bo takie były apele od komitetu politycznego SLD po episkopat, Jarosław Kaczyński udaje się na mszę. Polityk blisko siedemdziesięcioletni, jak wiadomo schorowany, czyli z grupy największego ryzyka. Pomijając spodziewaną nagonkę medialną, trzeba sobie zdać pytanie, dlaczego Jarosław Kaczyński do kościoła poszedł? Moja odpowiedź dla jednych będzie idiotyzmem, dla drugich oczywistością, inni się dłużej zastanowią, pozostali zbulwersują.



share

Trochę się jednak zaczęło dziać i chociaż nadal żadnych istotnych wydarzeń w kampanii prezydenckiej nie ma, to na bezrybiu i rak ryba. Dwie rozgrywki PiS zwróciły uwagę obserwatorów polskiej polityki, pytanie tylko, czy ta uwaga ma właściwy kierunek. Pierwszą operacją, jaką przeprowadziło PiS, było wciągnięcie opozycji do walki z wirusem. Niepostrzeżenie PiS dopieścił opozycję, by na końcu podzielić się odpowiedzialnością. W efekcie poszedł jakże piękny komunikat do narodu, oto stał się cud i wszyscy politycy zgodnie walczą ze „śmiertelnym zagrożeniem”. Oczywiście to jedna wielka bzdura i ta ustawa jest tak potrzebna, jak firanki plisowane w stodole, ale dzięki temu PiS nie tylko rozbroił wirusową minę, ale jeszcze zaprzągł opozycję do walki z wirusem, nie z rządem i prezydentem.

Strony