jakość



share

Przy wszystkich narzekaniach w odniesieniu do słabej pozycji Polski na świecie, która nie pozwala nam rozwinąć skrzydeł, jedna słabość z całą pewnością została zniesiona. Polska weszła na drogę szanujących się krajów, które nie mają żadnych kompleksów przed bogatszymi ciotkami z zagranicy. Nie jest to moja optymistyczna interpretacja, ale potwierdzony stan rzeczy. Gdy zaczęła się międzynarodowa nagonka na Polskę i Polaków, bo mieli czelność wybrać inny niż lewicowy rząd, zewsząd padały dobre rady, jak sobie z tym radzić. Dołączyłem ochoczo do grona doradców i też dorzuciłem swoje trzy grosze. Propozycja nie była skomplikowana, zalecałem rządowi i całemu PiS lekceważący stosunek do rewizorów z Brukseli, Wenecji i Wall Street. Dziś wielu może powiedzieć, co to za rada, przecież oczywistością zalatuje. Zgadzam się, ale jeszcze pół roku temu mało kto uznawał jedyną słuszną postawę za oczywistość.



share

Ze wszystkich najbardziej irytujących rzeczy na świecie w pierwszej dziesiątce na pewno umieściłbym tandetę, którą coraz częściej z obozu PiS zalatuje. Niewielu ma ochotę albo i odwagę o tym wspominać, bo nazbyt sennie i pewnie się zrobiło, gdy regularnie radości dostarcza PO. Nie przeczę ubaw jest, ostatnio za sprawą Schetyny doznającego olśnienia i zapowiadającego powrót na łono konserwatywnych wartości. Szczególnie śmieszny w tej sekwencji "powrót", równie dobrze prostytutka może powrócić do dziewictwa. Właściwie w przypadku PO i ta analogia jest nieadekwatna, w końcu partia narodziła się z występku i bez cnoty. Fajnie się na męki wroga patrzy i komentuje, ale to wszystko są pocieszenia, bez wniosków wyciągniętych z cudzych błędów. Przez osiem lat PO jechała na jednym patencie, cokolwiek by się nie działo zawsze ktoś w tłumie krzyknął: „E, bez obaw, przyjdzie Donald i naprawi”.



share

Od lat powtarzam, że równowaga na rynku mediów może nastąpić tylko poprzez proporcjonalną reprezentację. Zbyt długo obserwuję media, żeby się dać kusić naiwnym postulatom, które roztaczają słodkie wizje obiektywnych mediów. Diagnoza patologii jest jasna, do 2015 roku 90% mediów było w rękach jednej opcji politycznej, teraz te proporcje zmieniły się, ale co najwyżej do poziomu 70 na 30%. Przyjmuję do wiadomości, że stało się to kosztem mediów publicznych, co akurat mogłoby budzić uzasadnione wątpliwości, gdyby nie znane realia. Wielkiej ogólnopolskiej telewizji nie zbuduje się w dwa miesiące, ani nawet w dwa lata. Na polskim rynku medialnym tak naprawdę nie ma już miejsca na czwartą telewizję, a dwie prywatne stacje wiadomo w jaki sposób postały i jacy ludzie otrzymali koncesje. Istnieją w zawiązku z tym dwie drogi naprawcze, pierwsza z cała pewnością jest wybitnie uczciwa, ale też kompletnie nierealna.

Strony