idole



share

Internet, jak każdy wielki wynalazek, dał ludzkości postęp, ale też ujawnił wszelkie możliwe atawizmy. Lema cytował nie będę, bo też nie bardzo pasuje do tego, co chcę napisać i nie o głupotę mi chodzi, ale pierwotny instynkt stadny. Mechanizm z grubsza wygląda tak, że to co jest wyłącznie prywatą, górnolotnie nazywa się dobrem wspólnym, Polską, interesem narodowym. Na przestrzeni ponad tysiącletniej historii Polski takie brednie jak: „krytykowanie Prezydenta RP szkodzi Polsce”, „dzielenie prawicy” to przejaw czegoś więcej niż głupoty. Zwłaszcza, że te podniosłe stadne tyrady wygłaszane są z pozycji tak przyziemnych, że bardziej się nie da.



share

Sprawa niejakiego Darskiego, ksywka Nergal, żyje sobie swoim życiem i to już jest drugie życie. Wcześniej chodziło o proces i wówczas byłem zadowolony z wyroku sądu, co w polskim sądownictwie należy uznać za cud. Właśnie, od cudu do religii krótka droga i kwestii drugiej żyjącej sprawy narzeczonego Dody, zastanawiam się głęboko nad wieloma aspektami. Trzeba zacząć od tego, że ten popkulturowy idol, czyli totalne zaprzeczenie metalowca, jest taki satanista jak ze mnie Janina Pardowska. On jest zwykły plastik, puder, glanc, pomada, co nie wyróżniałoby go na tle innych dętych „satanistów” jak kultowy KAT w Polsce, czy Black Sabbath w cywilizacji. Wyróżnia się jednak, bo ci klasycy gatunku byliby skończeni u swoich fanów, gdyby ich narzeczoną była „dyskomułka”, a oni sami w programie dla „dyskomułów” robili za wodzirejów.