GW



share

Od razu się do czegoś przyznam, zostały ostatnie dwa tygodnie do wyborów i szybciej odciąłbym sobie rękę, nogę i jęzor, niż napisał jedno słowo, które mogłoby pomóc „opozycji”. Z pełną premedytacją i być może cynizmem zastawiam obiektywizm w tyle, ponieważ zwycięstwo w wyborach jest celem najważniejszym i świętym. Dlatego w normalnych, a właściwie nienormalnych okolicznościach, jakie mieliśmy jeszcze parę lat temu, robiłbym wszystko, aby o sprawie Banasia zapomnieć, ewentualnie zainteresować opinię publiczną innymi sprawami.



share

Niecałe trzy tygodnie zostało do wyborów i nadal bez zmian, nuda, nuda i jeszcze raz nuda, a jak się człowiek nudzi to mu głupie pomysły przychodzą do głowy. I dokładnie o takie zachowanie można mnie podejrzewać, po przeczytaniu tytułu dzisiejszego felietonu, ale to byłby insynuacje, nie podejrzenia. Proszę dać mi szansę i przeczytać parę akapitów, które po pierwsze udowodnią, że jest jak jest, po drugie nie są znów takim wielkim odkryciem, tylko dość powszechnie znaną, choć często zapominaną prawdą.



share

Zupełnie do mnie nie przemawiają rytualne ostrzeżenia, że nie można lekceważyć „opozycji”, bo tak się przegrywa wybory. W kategorii opozycja polityczna nie ma w tej chwili kogo szanować i z kim się liczyć,. Mamy tam jedną wielka degrengoladę, o której pisałem już kilka razy, to nie będę truł ponad miarę. Oni nie są zdolni do podjęcia walki, co dopiero do zwycięstwa. Jestem spokojny jak niemowlę po kaszce, że niczego nowego, przełomowego i „gejmczendżerowego” w wykonaniu Schetyny i całej ferajny nie zobaczymy. Na płaszczyźnie politycznej PiS będzie walczył sam ze sobą, co wcale nie jest łatwe i jeśli już wskazywać na słaby politycznie punkt, to właśnie w tym miejscu.

Strony