Google



share

Google sprowadziło mnie na Ziemię. Kto da wiarę, że domorosły socjolog z tytułem magisterskim, dopiero w ostatnich miesiącach poznaje marketing i zarządzenie? Niestety tak się właśnie dzieje i Bóg jedyny wie, jak to się skończy. Na koncie Google Analytics widać wszystko jak na dłoni, z jakich krajów przychodzą Czytelnicy, ile czasu przebywają na stronie, czy klikają na linki odsyłające do innych tekstów. Tych parametrów jest więcej niż chce mi się wymieniać, a za dodatkową opłatą mogę się dowiedzieć kto z kim śpi i w której minucie osiąga orgazm. Jeśli przesadziłem z precyzją analizy danych, to tylko trochę albo nie mam pojęcia, który pakiet wykupić.

 

share

Największa wyszukiwarka w założeniu miała nagradzać witryny za unikalną treść, życie szybko zweryfikowało tę szlachetność do zwykłego cwaniactwa. W całym życiowym dorobku mogę się pochwalić tylko tym jednym, opanowanym w niezłym stopniu, cwaniactwem. W niewielkiej skali i na miarę zgromadzonych środków potrafię wymusić na google właściwe wyniki. Nie potrzeba do tego żadnej unikalnej treści, co więcej takie naiwne zachowanie wyszukiwarka google razem ze swoimi robotami ma w głębokim poważaniu. Liczy się ilość, cała tajemnica unikalnej treści polega na ilości, no może odrobinę na podpięciu się pod jakość. Jeśli chcesz zaistnieć w google musisz do znudzenia powtarzać te same frazy, wszędzie pozostawiać te same treści, pomnożone przez setki tysięcy razy.

Strony