głupota



share

Przyznaję, że nie przepadam za tekstami psychologizującymi, zagrzewającymi do boju albo podcinającymi skrzydła przeciwnikowi. Rzadko kiedy to się udaje, o ile w ogóle. Człowiek to jest jednak zwierz wybredny, w sferze emocji również i nie da się tak po prostu usiąść coś tam sobie skrobnąć, a potem odczekać parę sekund i patrzeć jak tłumy biegną za słowem. Propaganda ma swoje granice, szczególnie w polskich realiach, gdzie jest niesamowicie eksploatowana, aż nudności. Po co w mi takim razie ocierający się o zgraną propagandę slogan, który zastępuje tytuł? Odpowiem krótko i zgodnie z prawdą – po nic!



share

Zakładam, że sprawę znają wszyscy, skoro stała się tematem dnia, w związku z tym podaruję sobie szczegółowe opisy, podam tylko ogólny zarys, który jest jednocześnie kluczem do „zagadki”. Dwóch nastolatków urządziło sobie małą przejażdżkę, wskakiwali hulajnogami na pomnik i chociaż wiadomo o jaki pomnik chodzi, zostańmy przy samym pomniku. Przeżyłem prawie 50 lat i odkąd pamiętam, w takiej sytuacji policjanci zawsze interweniowali, ponieważ podobny czyn nazywa się wandalizmem. Pamiętam też, że byłem nastolatkiem i robiłem równie głupie albo i jeszcze głupsze rzeczy.



share

Zawsze to samo, im większa tragedia, tym więcej cwaniaków i mądrych inaczej próbuje zrobić na tragedii biznes. Do wczoraj bladego pojęcia nie miałem ki diabeł te „Escape roomy” i nagle, w ułamku sekundy, wylała się fala ekspertów od tej dziwnej zabawy. Okazało się, że jest ponad tysiąc „Escape roomów” w Polsce i w dużym skrócie chodzi w tym wszystkim o to, aby się z pomieszczenia pełnego pułapek i zagadek wydostać. Zadałem sobie trud i z sprawdziłem osobiście z czym to się je. Muszę powiedzieć, że wbrew prawicowej histerii, nie jest to wynalazek diabła, czy lewackie odchylenie. Takie połączenie gry komputerowej i zagadek Sfinksa albo dedukcji Sherlocka Holmesa.

Strony