głosowanie



share

Dlaczego Stachu Kogut uratował się przed losem szarego obywatela ściganego przez prokuraturę? Pewnie, że pozycja polityczna jest czynnikiem podstawowym, bo bez tego w ogóle nie rozmawialibyśmy o tym żałosnym zdarzeniu, ale nie chodzi o układy, jakie znamy z PSL i PO, chodzi o coś zupełnie innego, co daje początek takim układom. Cała tajemnica cudownego ocalenia Stacha Koguta zawiera się w zdrobnieniach jego imienia i już śpieszę z wyjaśnieniem, że to nic oryginalnego, tylko samo życie.



share

Żaden Adrian, na Adriana musiałby zasłużyć, dorosłością i powagą! Uczciwe imię to Adrianek sprawujący Urząd Prezydenta RP, który ma tę jedną przewagę nad Kazimierzem Marcinkiewiczem, że mimo wszystko wytrzymał dłużej. Strach pomyśleć, gdzie bylibyśmy dziś, gdyby Adrianek nie podpisał ustaw czyszczących Trybunał Konstytucyjny i Telewizję Publiczną. Zacząłem od oddzielenia ziarna od plewy, bo nie ma innego wyjścia i trzeba trzeźwo patrzeć na polityczną rzeczywistość. Prezydent Andrzej Duda został podmieniony na produkt PR, który służy interesom „elit” i układów III RP. Mało mnie interesuje kto się z tym faktem zgadza, a kto jest ślepy jak kret, dla mnie istotne jest co dalej.



share

Wszystko to nie jest takie proste, jak się pozornie wydaje. Łatwo stawiać popularne tezy, ale w przypadku głosowania nad immunitetem Mariusza Kamińskiego, co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście wyjaśnień da się zaprezentować od ręki. Zacznijmy jednak od początku. Teoretycznie prokuratura żądała uchylenia immunitetu za trzy sprawy. Pierwsza to reklamówka, którą odebrała w knajpie Ukrainka tańcząca na rurze, niejaka Ołena Marczuk. Druga ściśle powiązana z pierwszą dotyczyła prezesa Wydawnictw Naukowo-Technicznych Bogusława Seredyńskiego. No i wreszcie trzecia, chociaż najważniejsza afera, z Olusiem Kwaśniewskim i Jolką Kwaśniewską na czele, a z „Jaśkiem” Wołkiem w tle. Warto i trzeba w tym miejscu przypomnieć kilka cytatów, nie jakiegoś tam „pisowskiego faszysty”, ale kumpla od szklany towarzysza Aleksandra Kwaśniewskiego, samego Józia Oleksego:

Strony