frustracja



share

W takiej frywolnej i dziecinnej formie obecny proces polityczny można nazwać: „Kto się przezywa, sam się tak nazywa”. Całe lata PO zajmowała się przyklejaniem gęby PiS i przez dłuższy czas im to wychodziło, zresztą w niemałym stopniu zostało do dziś. Co prawda coraz rzadziej się słyszy, że PiS to ciemnogród, ale „Rydzyki” nadal są obecne, podobnie „prawdziwi Polacy” i „prawdziwi katolicy”. Za to praktycznie zniknął odwieczny „argument”, że PiS i szczególnie Kaczyński, nie maja pojęcia o gospodarce. Tak się porobiło, że Giertych z „Gazetą Wyborczą” wypromowali Jarosława Kaczyńskiego na światowej klasy biznesmana, a wyniki gospodarcze po rządami PiS po prostu pozamykały „buzie” tym, którzy się na gospodarce „znają”.



share

Nosiłem się z zamiarem popełnienia tekstu, w którym chciałem opisać klasyczny zabieg związany z publikacjami „sondaży” i dobrze, że się powstrzymałem, bo czasy się zmieniają. Dotąd było tak, że po sztucznie rozdmuchanych aferach do gry wchodził Duma z IBRIS albo inni znajomi PO z pozostałych „ośrodków badawczych”. Właściciele tych przybytków dostawali zamówienie na konkretny wynik i zgodnie z nim pokazywali publice kompletnie odrealnione preferencje wyborcze.



share

Poniedziałek nie nastraja optymizmem, wiadomo, nawet jak nie było pite, to i tak trzeba iść do roboty. Gorzej gdy było pite i roboty też nie unikniemy, ale to wszystko bajka, inni mają znacznie większe problemy. Wczoraj niejaki Misiło, jeden z głupszych polityków, który już się nie załapie na żadną listę, wrzucił do Internetu symbol „Polski Walczącej” na kolorowej szmacie, że zacytuję klasyka. Od razu pojawiły się pytania, gdzie jest granica tego szaleństwa? Natychmiast odpowiadam, że ta żenująca akcja głupiego polityka, nie łapie się na środek szaleństwa, ale jest początkiem.

Strony