forma



share

Gdy się Jarosław Kaczyński pierwszy raz zabierał za poważną robotę, popełnił wszystkie możliwe grzechy młodego rewolucjonisty. Od razu dopiszę, że sam popełniłbym identyczne błędy i wszyscy pozostali również. Taka jest cena debiutu w poważnym przedsięwzięciu. W latach 2005-2007 większość czasu świeżo upieczona władza spędzała na wygłaszaniu bojowych i ideologicznych haseł. Przypomnę kilka takich bitw. Przede wszystkim mieliśmy na wszystkich sztandarach wypisane złotymi zgłoskami motto rewolucji – „Budujemy IVRP”. Wokół tego kręciła się cała rewolucja. Dzień w dzień słyszeliśmy, że RPIII musi odejść, a w jej miejsce natychmiast trzeba zamontować IVRP. Prawdę powiedziawszy nigdy za tym określeniem nie przepadałem i wcale nie PiS jest autorem nazwy IVRP. Autor to były poseł PO i obecny dyżurny ekspert, socjolog Paweł Śpiewak, taki trochę mądrzejszy od Bugaja i mnie irytujący niż Rokita. Im więcej o IVRP słyszeliśmy, tym bardziej RPIII się odwijała.



share

Polityka to nie romantyczny mit oparty na szlachetności i prawdomówności, polityka jest brudna jak woda po starodawnej kąpieli całej rodziny i dlatego znów zamierzam napisać politycznie nie estetycznie. Orban stracił mój szacunek po układzie z Putinem, bo z takimi ludźmi w układy się nie wchodzi z jednego, bardzo oczywistego powodu – szubrawcy nigdy nie dotrzymują warunków umowy. W całości podtrzymuję zarówno swoją krytyczną ocenę, jak i prognozę, że Orban za tę głupotę zapłaci, ale to są problemy Orbana, nie moje i nie nasze. Z argumentami typu, ale przecież Kaczyński odmówił spotkania w trakcie kampanii, cóż za hipokryzja, nie ma sensu dyskutować, bo smarkaci nie politycy podobne farmazony wypowiadają. Jedynym godnym uwagi spojrzeniem na niespodziewane wydarzenie jest oszacowanie korzyści w wymiarze politycznym, co nie jest łatwe. Ciężko się podjąć analizy bez jakichkolwiek konkretów.



share

Na portalu kontrowersje.net przeczytałem komentarz, który zwolnił mnie z dyżurnego pytania: „Byłeś, widziałeś?”. Nie, nie byłem, ale widziałem w telewizji szerokie i wąskie kadry, które powiodłoby mnie do tego samego wniosku, jaki wyczytałem z bezpośredniej relacji. Brakuje w ludzie potrzeby buntu, spontaniczności, a Ci, którzy przyjechali nie przekonali się, że żyjemy w dennej rzeczywistości, ani wczoraj, ani dziś. Daleki jestem od zabijania i tej iskry, która jednak została wskrzeszona, ale mam swój domowy przekrój. Mnie obrazki z TV nie są potrzebne, bo jestem przekonany, niestety pozostała, ładniejsza i nie posiadająca czasu na politykowanie część rodziny, ziewała przeciągle. I tutaj warto zadać sakramentalne pytanie. Czy lemingi? Przeciwnie, do niczego nie namawiana i nie zmuszana latorośl, wparowała do domu ze wściekłością na ustach, że: „Pan nie uczy nas trzeciej zwrotki „Roty”, bo poprawność polityczna”.

Strony