fikcja



share

Wiadomo, że z porównaniami trzeba bardzo uważać, ale wydaje się, że to porównanie trafia w punkt. WOŚP i Solidarność to wielkie fasady, za którymi, kosztem milionów, rozgrywały się i nadal rozgrywają brudne interesy kilku cwaniaków. Jeśli przyjąć, że Sierpień 80 to w mniejszym lub większym stopniu porozumienie ubeków z tajnymi współpracownikami, co więcej w dniu porozumienia przynajmniej dla jednej strony było jasne, że to przejściowa fikcja, to zapytam brutalnie: „Co świętować?”. Dzisiejsza wypowiedź Lecha Wałęsy, pseudonim operacyjny „Bolek”, jest tyleż sztampowa co bezczelna i na końcu pozbawiona sensu. Bolek, który nie pamięta, gdzie znajduje się fragment „legendarnego płotu” rzucił hasełkiem nawołującym do świętowania zwycięstw, a nie przelewu krwi. Fałsz na fałszu i rozpaczliwa próba budowania ideologicznej mitologii.



share

Prawdziwa gratka dla człowieka wyprostowanego, prawdziwa gratka i nie ma tu żadnej ludzkiej tragedii, jeśli w ogóle tragedia miała miejsce, raczej trzeba mówić o tragifarsie z udziałem plastikowych ludzików. Widzowie byli przekonani, że facet z trzema spluwami, który wkroczył do sali kinowej jest częścią atrakcji zaplanowanej na huczną premierę najnowszego Batmana. Pierwsze komentarze solidaryzowały się z ofiarami własnego losu i przyznawały, że komentujący sami by się dali nabrać. Naiwność posunięta tak dalece, że większość nawet nie zadała sobie trudu, by wyjaśnić dlaczego dałaby się nabrać?



share

Memento, zabieg, którego używam niezwykle rzadko, bo zalatuje efekciarstwem ale i cały temat będzie jednym wielkim świątecznym efekciarstwem, dlatego pozwalam sobie na memento: „Z czysto finansowego punktu widzenia, nie ma nad czym dyskutować, Live Aid zarobiło 150 milionów funtów, a Live 8, 50 miliardów - stwierdził Geldof w rozmowie z magazynem "Mojo". - A kiedy spojrzy się na ich zapis, prawdopodobnie był to także lepszy koncert”. Dziś się dowiedziałem o Live 8, nieobyty jestem, to fakt, ale o fecie charytatywnej zorganizowanej przez Boba Geldofa i biznesmena Bono, która nazywała się Live Aid, słyszał chyba każdy, bo ja też. Napuchnięte brzuszki Murzynków odbijały się od niebieskich szkieł kontaktowych najpiękniejszych prezenterek, a ubolewające nad głodem w Afryce, dźwięki muzyki, nagłośnione sprzętem Sony, wbijały w uszy, że wzruszeniom nie było końca.

Strony