fałsz



share

Maciej Wąsik zadał na Twitterze krótkie pytanie. Na jaką imprezę rodzice pozwoliliby jechać swojemu dziecku, ŚDM czy „Przystanek Woodstock”? Odpowiem jak moja Mama pod koniec lat 80-tych, gdy walczyłem o bilet do Jarocina. Możesz jechać, bo ty nie pijesz i nie bierzesz narkotyków. Rzeczywiście tak było, gdy skończyłem 18 lat nie wypiłem nawet lampki szampana z tej okazji i tym bardziej nie ćpałem, potem to się wiele zmieniło, zwłaszcza w obszarze picia. Pozwoliłbym swojemu dziecku pojechać na „Przystanek Woodstock”, bo jestem pewien, że moje dziecko nie jest zainteresowane atrakcjami, jakich ten spęd dostarcza większości uczestników. Jeśli chodzi o ŚDM to w ogóle nie ma żadnego dylematu – chcesz to jedź. Umieściłem te trzy imprezy pod wspólnym mianownikiem, żeby pokazać dwie prawdy i jeden fałsz. „Za moich czasów” Jarocin był synonimem zła wszelakiego. Wszystkie mamy dostawały gęsiej skórki, gdy tylko padało złowieszcze słowo „Jarocin”.



share

Często przedstawiałem się jako odmieniec, który uważa, że popkulturowe zjawiska powiązane z patriotyzmem nie są niczym szkodliwym i przy odpowiednim zastosowaniu doskonale uzupełniają patriotyzm właściwy. Reguła sprawdza się doskonale, powstały mody na flagi narodowe i mit Powstania Warszawskiego, a to znacznie pożyteczniejsze zjawiska niż antypolskie paszkwile latami rozprowadzane w ośrodkach propagandowych. Lepiej, gdy normą staje się pożyteczny kicz niż szkodliwa tandeta, ale wyjątki musiały się pojawić. Wyjątkowa okazała się Ewa Kopacz, która w ramach łatania dłubanki „obywatelskiej” postanowiła sprzedawać chińskie koszulki z napisem „Kocham Polskę”. Oczy mnie zapiekły i uszy zabolały, zwłaszcza po kilkukrotnie wypowiedzianym synonimie „Tenkraj”. Jeśli nawet przyjąć, że wszystko jest na sprzedaż, to i tak nikt nie kupi środka na odchudzanie od stupięćdziesięciokilogramowej baby czy recepty na trądzik od pryszczatego dermatologa.



share

Śmierci nie wybiera czasu i miejsca, ale gdy przyszła, to pogrzeb Bartoszewskiego miał być, bo tak został rozpisany, częścią kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego. Wszystkie założenia w zasadzie zostały zrealizowane, ponad 9 dni „Polskę radykalną” drażniono „racjonalnymi” cytatami, „ostrymi, ale dowcipnymi” mądrościami z dorobku nieboszczyka. Nie zabrakło „dyplomatołków”, „bydła” i tak dalej. Mam jednak wrażenie i chyba nie jestem odosobniony, że ta część politycznego planu kompletnie nie wypaliła. Trudno powiedzieć co się stało, ale to raczej nie przypadek, przecież wystarczyło w GW lub w TVN na czołówkach umieścić parę komentarzy z forów internetowych i po raz kolejny pokazać plujących jadem „prawdziwych Polaków”. Nie podjęto podobnych prób i sam się zastanawiam, skąd to wycofanie, może chodziło o to, żeby trumną kneblować, a nie wszczynać awanturę, która popsułaby majestatyczny i światowy charakter uroczystości pogrzebowej.

Strony