elita



share

Inwersja w tytule jest zamierzona, bo mimo wszystko wypada zachować chronologię i hierarchię postaw. Fundamentem ideowym dla obywateli „tego kraju” zawsze był internacjonalizm i nie chodzi nawet o początki bolszewizmu, ale spokojnie można umiejscowić tę postawę w czasach rozbiorów. Nowoczesność pełni jedynie funkcję pudru, który się rozmazuje na staropolskim zaprzaństwie. Przekonanie o marności własnego narodu, czy też precyzyjniej narodu, który dał dach nad głową internacjonalistom, jest czymś naturalnym i wynika z nienawiści. Pamiętam gdy sam pisałem teksty będące żywą kopią bełkotu drukowanego w Gazecie Wyborczej. Byłem wówczas przekonany, że jest to rodzaj surowego ojcowskiego spojrzenia, które wychowuje i prowadzi na dobrą drogą. Pisząc głupoty nie czułem żadnej nienawiści do Polski i Polaków, co byłoby uczuciem irracjonalnym dla Polka mieszkającego w Polsce.



share

Do końca to sam nie wierzę w to, co piszę, ale symptomy powoli stają się faktami. Ciągle obowiązuje rytualna nienawiść do Kaczyńskiego i Macierewicza – kultowych mieszkańców ciemnogrodu, jest to jednak inny rodzaj nienawiści i przede wszystkim alternatywa staje się coraz mniej modna. Kaczyńskiego, Macierewicza i ludzi, którzy nie dali się zaszczuć, nienawidzi się z pakietem dodatkowych uczuć. Całkowitą pogardę zstąpił respekt, a jak wiadomo respekt to taka forma szacunku, która zawiera sporą dawkę strachu. Ludzi szanuje się bez obaw, dla satysfakcji przebywania w szanowanym towarzystwie, respekt czuje się wobec przeciwnika. Czasy, w których Jarosław Kaczyński był szczerbatym, obciachowym wujkiem, który nie ma konta, nie umie Internetu i słucha Ireny Santor, minęły bezpowrotnie. Stało się tak z wielu powodów i jednym z ważniejszych jest właśnie respekt połączony z samooceną przegranych. Dopóki PiS dostawał baty w wyborach łatwo było drzeć łacha.



share

Gdy się spojrzy na polską rzeczywistość pod odpowiednim kątem to bardzo trudno się nie podpisać pod bezlitosną oceną, że mamy do czynienia z zaściankiem, ciemnogrodem i bezgraniczną głupotą. Tak rzeczywiście jest, tylko przyczyny stanu rzeczy są zupełnie inne niż się usiłuje Polakom wbić do głowy. Po 1989 roku towarzysze szmaciaki wcześniej lub później przebrani za „opozycję” albo „młodą demokrację” wraz z byłymi kierownikami PGR, Polmozbytu i GSU zbudowali nową wersję elity. To towarzystwo jako pierwsze dostawało bony PKO do Pewxu i jeździło na Wegry do knajp ze striptizem. Oni na widok „elektrona” z kalkulatorem dostawali orgazmu w oczach. Oni popijali armeński koniak z lodem, oni zakładali krawaty ze sznurówki i strzygli się na Limahla. Cała ta buraczana prowincja peerelowska przesiadła się ze służbowych Polonezów do klejonych BMW, z kanciapy GS-u do biura Sp. z o.o. Józex & Stefex i z Trybuny Ludu do Gazety Wyborczej.

Strony