dziennikarze



share

Coś podobnego w przyrodzie nie funkcjonuje i jestem chyba jedynym publicystą, który mówi o tym otwarcie, w każdym razie nie przypominam sobie, aby ktoś jeszcze miał tyle... no właśnie, nie odwagi, ale zwykłej przyzwoitości. Nie istnieje i bardzo dobrze, że nie istnieje, bo nie ma nic gorszego od „dziennikarza obiektywnego”, a takich udawaczy jest wielu. Od dawna piszę, że trudno o coś bardziej żenującego niż listy otwarte jednego dziennikarza do drugiego dziennikarza, z pretensjami o obiektywizm, dlatego nie będę przytaczał żadnych nazwisk i nie zamierzam wchodzić w te buty.



share

Bardzo często lud posługuje się frazeologią nie znając etymologii i semantyki. Mądrze brzmi? Dla mnie to grafomania pseudonaukowa i komplikowanie rzeczy prostych. Normalny człowiek mówi jak człowiek – nie używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz. Normalnych ludzi jest na świecie najwięcej, wbrew histerycznym ocenom pesymistów, dlatego też w dzisiejszym felietonie zwracam się do normalnych i piszę normalnym językiem, aby zażyć odtrutkę na medialny bełkot. Szanowni „normalsi”, kiedy ostatni raz byliście w sejmie? Poważnie pytam i jest to kluczowe pytanie w kontekście całego zjawiska, jakie zamierzam opisać.



share

Często się ciskam, że dziennikarzom się nie chce sprawdzać podstawowych informacji i piszą brednie według własnego widzimisię albo zamówień na tekst. Tym razem podrzucę mały kamyczek do własnego ogródka, otóż mnie się też dziś i wczoraj nie chciało sprawdzić dokładnie o co chodzi ze sponsorowaną wizytą Warzechy. Mógłbym to nadrobić, nawet teraz, bo przecież to nie jest temat rzeka, tylko parę kliknięć, ale szkoda mi na to życia. Wystarczy, że wiem tyle, co potwierdził sam Warzecha i czego się dowiedziałem z komentarzy ludzi znających temat. Krótko mówiąc ambasada niemiecka opłaciła Warzesze wyjazd do Niemiec, po którym rzeczony napisał pean na temat niemieckiej dobroci i potępił polską głupotę.

Strony