dzieci



share

Pewnego dnia, gdzieś między wiosną a latem, w krzakach zaraz za willą „Marianna” przyszły na świat małe kotki. Najpierw nie umiały za wiele poza miauczeniem i wspinaniem się na mamę, ale małe kotki szybko się uczą. Nie minęło parę tygodni, a kotki już patrzyły na świat, biegały po krzakach, przełaziły między sztachetami płotu, łapały się nawzajem za ogony, a nawet próbowały polować. Mama kotka patrzyła na to z pobłażaniem, ale kiedy zabawa zaszła za daleko – rozdzielała kocięta stanowczymi uderzeniami łapy.

 

share

Quackięta dobrze się bawiły podczas świątecznego wyjazdu. Najpierw, jeszcze przed Wigilią, udało im się pobić tak, że babcia przygalopowała z ogniem w oczach i zaczęła opieprzać… nie, nie kochane dzieci, tylko tych głupich rodziców, którzy nie potrafili wychować dwóch facetów, różniących się wiekiem o niecałe 2 lata, żeby nie rywalizowali na każdym kroku i z zasady. Skończyło się zresztą po stronie dzieci na zadrapaniach i możliwości obnoszenia się z nimi z pokrzywdzoną miną i wyrazem twarzy „to ON zaczął!”. A babcia odreagowała wszystkie świąteczne frustracje, których nie wypadało inaczej wyrazić, jednak na pewnym poziomie dorosłości nie uchodzi wściekanie się z powodu, że sąsiedzi mają ładniej ustrojony balkon albo że wszystkie pierniczki z białym lukrem zostały wyżarte i zostały tylko te z czekoladowym.

Strony