dzieci



share

Unikałem jak ognia wchodzenia w dyskusję ideologiczną, estetyczną i moralną w związku z publiczną działalnością Jerzego O. W ostatnim programie Anity Gargas, gdzie rozmawialiśmy o „Przystanku Woodstock” powiedziałem nawet, że mnie te aspekty nie interesują, ponieważ młodzi ludzie będą się upadlać, jak i ja się swego czasu upadlałem, bez względu na miejsce i organizatora spędu. Zwracałem za to baczną uwagę na bezpieczeństwo i finanse przy organizacji festynu zalewanego tonami wodnistego piwa. „Zabawa” odbywa się na polu minowym pozbawianym barierek, a 700 tysięcznego tłumu upojonego i będącego pod innym wpływem, pilnuje 1000 dzieci plus firma ochroniarska stosująca bandyckie metody. W przeciwieństwie do najpodlejszej grupy wyznawców Jerzego O., która atakowała moją rodzinę i nazywała mnie pedofilem, nigdy nie pisałem o sferze intymnej życia „dyrygenta”, jego żony, czy tym bardziej dzieci i wnuczek.



share

Od dziecka słyszałem takie powiedzonko moich dziadków „co za moda?” i od razu wyjaśnię o co chodzi. Gdy robiłem coś głupiego, niegrzecznego lub niebezpiecznego zawsze byłem karcony słowami „co to za moda, żeby po drzewach łazić”. Identycznie chciałbym potraktować skądinąd inteligentnych, ale jakoś pogubionych publicystów „niezależnych”. Cenię sobie Łukasza Warzechę za wiele inteligentnych artykułów, które pisał długo wcześniej niż mi Bozia rozum przywróciła, ale i Warzecha razem ze swoimi kolegami potrafi pójść w ślepy zaułek, by tam dreptać w miejscu i udawać, że idzie do przodu. Nie jestem w stanie pojąć w jakim celu „niepokorni” wzięli się obrabianie tyłka siedemnastolatce i robią z niej głupiutką gęś, która nie zasługuje na większe zainteresowanie. Identycznie było z Katarzyną W., wszyscy dookoła apelowali, żeby dać sobie spokój i tak mniej więcej dwa razy dziennie apelowali.



share

Najlepsze teksty wcale nie rodzą się w bólach, ale błyskawicznie wynurzają się z adrenaliny, przynajmniej tak się dzieje z moim organizmem twórczym. Wydawałoby się, że wieść o belgijskim zwyrodnieniu wytworzy taką dawkę adrenaliny, że samo pisanie tekstu ograniczy się do trafienia w odpowiednie litery na klawiaturze. Nic podobnego, ogarnęła mnie apatia, słabo mi się zrobiło fizycznie i na umyśle. Zupełnie przypadkowo wpadłem na zwyrodnienie belgijskie, wcześniej nie miałem żadnej wiedzy i organizm po atomowym zderzeniu po prostu się poddał. Ręce opadły, we łbie absolutna pustaka, bezsilność obezwładniająca i gdzieś pod koniec wyświechtane skojarzenie z III Rzeszą Adolfa Hitlera. Bywają takie chwile, gdy się widzi coś lub kogoś bezgranicznie głupiego, przerażająco podłego, głęboko spaczonego, ale tu mamy do czynienia niemal z całym narodem, bo 75% Belgów wypełniło czaszki morową próżnią i oczekuje od ciężko chorego dziecka świadomej decyzji samobójczej.

Strony