dystans



share

Będę sikał do własnego ogródka, bo nie zamierzać obłudnie traktować tematu. Ludzie tacy, jak ja, którzy nie mają życia poza Internetem i notorycznym politykowaniem, z jednej strony są ze sprawami na bieżąco, z drugiej tracą dystans i zamykają się w ramach własnego środowiska. Piszę o sobie, ale to oczywiście dotyczy każdego i po wszystkich stronach politycznego konfliktu. Co by nie kombinować trzeba sobie powiedzieć wprost, że mamy do czynienia ze słynnym oderwaniem od rzeczywistości. Gdy się opuści zaklęte rewiry i wyjdzie do ludzi, to natychmiast człowiek czuje, że znalazł się w innym świecie. Na nieszczęście dla takich jak Matka Kurka, ten inny świat jest światem normalnym, właściwym, a w najgorszym razie powszechnie obowiązującym.



share

Już po świętach, zawsze poznaję tę chwilę, bo to czas, w którym sałatkę dojada się dużą łyżką w dużej misce. Obrus ląduje w pralce, bo nie ma Świąt bez plamy buraczkowej, rodzina macha z samochodu i wciska klakson. Dwa zdania wstępu do felietonu o filmie „Smoleńsk” mają się nijak, a wręcz ocierają o profanację. Nie ma jednak innej metody na wielką sztukę niż dystans albo zaangażowanie do ostatniego skrawka bólu. Wierzę w miejską legendę, że Jarosław Kaczyński oglądając „Smoleńsk” wyszedł w połowie i wtedy nastąpiła panika w zespole filmowym. Podobne sceny w Hollywood są codziennością, z tym, że to nie bohater filmowej opowieści wychodzi z kina, ale producent. W przypadku Jarosława Kaczyńskiego działa zupełnie inny mechanizm. Trudno sobie wyobrazić taki film, który mógłby oddać uczucia brata bliźniaka. Pomimo straceńczej misji postaram się przedstawić dwie możliwe wersje.



share

Z pełną konsekwencją nie dołączam do chóru krytyków ministra Witolda Waszczykowskiego, bo ten minister ma jedną niewątpliwą zaletę – stara się i pokazuje ze wszystkich sił, że skończyło się traktowanie Polski jak kolonii. Tego jednego Waszczykowskiemu odmówić się nie da, a jeśli już to można mówić o pewnej nadgorliwości w okazywaniu polskiej niezależności i dokładnie tutaj widzę rodzący się problem. W polityce jak w życiu, nie da się non stop stroszyć piór i podkreślać jakim to strasznie groźnym jesteśmy kogucikiem. Lew nie ryczy co pięć sekund i nie potrząsa grzywą na widok zająca, aby podkreślić swoją siłę i mimo wszystko każde zwierze wie, że z lewem nie ma żartów. Polska postrzegana przez świat od dziesiątków lat jako łatwy cel, na początku musiała bardzo wyraźnie zaznaczyć, że te podłe czasy się skończyły i dlatego pewne przesadne reakcje były wskazane.

Strony