dyplomacja



share

Rozczaruję na samym początku wielu i napisze, że źródła żenady nie należy szukać w tym, czym podnieca się większość. Nie chodzi o to, że Arndt Freytag von Loringhoven jest synem Wehrmachtu, ściślej synem jednego z adiutantów w bunkrze Hitlera. Problem nie tkwi również w tym, że to były wiceszef niemieckich służb specjalnych BND. Jeśli chodzi o pierwszy wątek z życiorysu, sprawa jest trywialna, zwyczajnie nie znajdziemy Niemca, w tym wieku, którego krewni nie byliby zaangażowani w niemieckie ludobójstwo. Owszem można się czepiać, że akurat ten Niemiec miał wysoko postawionego ojca ludobójcę, ale takich też w niemieckiej polityce jest na pęczki i Polska nie została tu specjalnie „wyróżniona”.



share

Status państwa i pozycję międzynarodową wyznacza wiele czynników, ale jest jeden wskaźnik, który mówi prawie wszystko. Od tego, kto poucza państwo, targa za uszy i stawia do kąta, zależy co państwo sobą reprezentuje. Nie chcę się już znęcać na rządzącymi, bo musiałbym się też pastwić sam nad sobą, niemniej z ułańskich haseł: „koniec z polityką na kolanach”, „koniec z polityką brzydkiej panny bez posagu” i „koniec polityki poklepywania po plecach” zostały tylko groteskowe obrazki. Polska za rządów PiS została publicznie upokorzona równie mocno, jak za rządów PO, chociaż powody były zupełnie inne. PiS trzeba oddać, że mimo wszystko się starało zmienić status Polski, problem w tym, że były to działania nieudolne i wyłącznie „werbalne”, w dodatku niemal wyłącznie na krajowym podwórku.



share

Przysłowia mądrością narodów i nic mądrzejszego nie wymyślę, niż to, co się samo nasuwa. Strzeżcie się Greków, nawet gdy przynoszą dary. Coś się dziwnego i dużego dzieje w niemieckiej polityce wobec Polski. Jeden gest nic nie znaczy, dwa gesty mogą zastanawiać, ale trzy to już musi być taktyka albo i strategia. Nagle ze strony niemieckiej spadły na Polskę same błogosławieństwa i wyciągnięte dłonie. Na wstępie trzeba oddzielić dwie rzeczy. Fakt, że USA i Izrael próbowały dyscyplinować Polskę niczym Panicz służkę, nie ulega wątpliwości. Oba kraje przyzwyczaiły się do tego, co zresztą Polska sama przez lata prezentowała, że jedno tupnięcie, jeden artykuł w „zachodniej prasie” i w Polsce zaczyna się jeden wielki wstyd, ale to jest jedna rzecz.

Strony