dotacje



share

Trwa wojna, nie żadna debata publiczna o jakość demokracji, wolność słowa i tym podobne pierdoły, które są podawane publice jak hot dog na stacjach benzynowych. Bierze jeden z drugim i nie wie co zje, jedyna wolna wola dotyczy koloru sosu. Wojna między Polską i „tym krajem” to precyzyjna diagnoza obecnego stanu, a na wojnie sentymentów nie ma. Jedynie idiota albo zdrajca będzie dostarczał broń i amunicję wrogowi w imię równej i sprawiedliwej wojny. Do okopów i bunkrów najgorszego sortu nie ma prawa dotrzeć choćby jedna złotówka z państwowej kasy, niech się bawią w partyzantkę za swoje i posyłane przez obce armie.



share

W tytule została zawarta skala zjawiska i problemu, który nie jest znaczący i w zasadzie nie pochyliłbym się nad tematem, gdyby nie prawo serii, bo takich potknięć PiS ma na swoim koncie spory katalog. Zacznijmy od podstaw. Istnienie katolickiej szkoły medialnej nie jest niczym nadzwyczajnym i tym bardziej jednostkowym. W świecie podobne przedsięwzięcia są normą, szkół katolickich i uczelni innych wyznań jest ogrom, co ciekawe bardzo często są to placówki wybitnie elitarne, gdzie uczą się dzieci osobistości. Nie ma zatem żadnego problemu z funkcjonowaniem szkoły w Toruniu, przeciwnie to objaw, że Polska normalnieje. Ważne, a właściwe fundamentalne w kontekście całej sprawy związanej z dotacjami jest to, że szkła dyrektora Tadeusza Rydzyka jest biznesem prywatnym. Niestety mało kto ten fakt kojarzy. Co to oznacza w praktyce? Ano tyle, że niczym nie różni się szkoła toruńska od szkoły marketingu imienia Ludwika Waryńskiego w Zielonej Górze.



share

Pan Donald, który się kończy w mękach na miarę kaźni Azji Tuhajbejowicza, wydaje ostatnie propagandowe jęki i właściwie więcej w tym śmiechu niż współczucia, ale wszelkie reakcje emocjonalne jak zwykle rozpłyną się w propagandzie. Postanowiłem zamiast śmiechu i gwizdów, które po tym żałosnym nabijaniu Donalda na pal same się cisną na usta, wypunktować agonalną propagandę. Najnowsze hasło, którego i pani z KO opiekująca się stalową myszą z Kruszwicy by nie wymyśliła, brzmi: „Nasza porażka jest naszym sukcesem”. Rozkładając propagandę na język ludzki uzyskujemy dwa składniki. Owszem straciliśmy kupę miliardów i to dopiero początek, ale coś za coś, przecież musimy rozpalonym żelazem wypalić korupcję. Średnio zaangażowany obserwator wyczynów partii obywatelskiej doskonale wie ile sukcesów na odcinku wypalania żelazem odniosła partyjna egzekutywa i wystarczy sobie przypomnieć, zapomniany już, Amber Gold, aby wiedzieć co się działo z przetargami na drogi.

Strony