Donald Tusk



share

Tyle znaczą zaczepki Tuska, na ile dowcipu pozwoliłem sobie w tytule. Jeszcze trzy, cztery lata temu ta żałosna sztuczka robiłaby wrażenie, dziś Kaczyński może powiedzieć dosłownie wszystko, od najbardziej adekwatnego „pocałuj mnie w dupę Donald”, przez „głowa mnie boli”, aż po onetowskie „buhahaha”. Kaczorowi nic nie zaszkodzi z przedstawionego pakietu odpowiedzi, role się odwróciły, to Tusk na ostatnich nogach, z językiem na brodzie musi żebrać o zainteresowanie, przypominać o swoim dogorywającym istnieniu i szybciej mu Schetyna brzytwę poda niż Kaczyński się pochyli nad topielcem. Może sobie Donald gadać do Kaczora z takim samym skutkiem, jak ja sobie gadam do Donalda, dosłownie z takim samym. Jestem przekonany, że Kaczyński nawet tego nie słucha, a jeśli coś tam do niego dotrze uśmiechnie się pod nosem i pójdzie pogadać z Hofmanem o kolorze hasła kampanijnego, który się jakoś słabo wyróżniało na bladym tle. Sytuacja wygląda następująco.



share

Podatnicy, decyzją premiera Tuska, zapłacili 300 tys. złotych (!!!) na działalność tzw. zespołu Laska, który ma wyjaśniać opinii publicznej różne aspekty związane ze smoleńską tragedią. Z tej kwoty zapłacono 17 tys na budowę i obsługę strony intrenetowej "faktysmolensk.gov.pl". Co z resztą tych pieniędzy? Kancelaria premiera, klawiaturą pani Sodkiewicz, korzysta z obowiązującego prawa, tj. zapisów Ustawy o dostępie do informacji publicznej: "Odnośnie żądania przesłania kopii wszystkich dokumentów potwierdzających wydatkowanie środków na działalność Zespołu ds. wyjaśniania opinii publicznej treści informacji i materiałów dotyczących przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej z dnia 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem, informuję, iż powołując się na art.13 ust 2 Ustawy o Dostępie do Informacji Publicznej z dnia 6 września 2001 r.



share

Ze wszystkich krytycznych uwag, jakie kierowano pod adresem Bolka, do opinii publicznej najszerzej przebiły się żale Danuśki. Pewnie żale przebiłby się jeszcze bardziej, ale Bolek ciągle jest lepszemu towarzychu potrzebny, zaś sama Wałęsowa nie poszła na całość i nie potwierdziła, że Anna Grodzka jest wzorem gospodyni domowej, co więcej pedałów uznała za zboczeńców, wprawdzie łagodnie, ale jednak obrzydzenia nie ukrywała. Wspominając znaną już lekturę chciałbym zrobić wstęp do wyznań innej żony, które dopiero są promowane. Małgorzata Tusk, nudząc się w domu, postanowiła napisać jak wyglądało jej życie z Donaldem Tuskiem. Książki nie polecam, sam czytał nie będę, ale te fragmenty, które do mnie dotarły uważam za godne uwagi. Niemal wszyscy zwrócili uwagę na „gnojka”, tak określiła swojego męża pani Tusk i uzasadniała inwektywę stanem emocjonalnym oraz egzystencjalnym, do jakiego małżonkę doprowadził polityk.

Strony