Donald Tusk



share

Mógłbym przeprosić za bezpośredni tytuł, co zawsze zalatuje efekciarstwem, ale po pierwsze to prawda, a pod drugie ma zalatywać efekciarstwem, bo piszę dokładnie o takim polityku. Efekciarstwo i tchórzostwo to jedyne narzędzia polityczne, jakimi Tusk się posługiwał od zawsze i jeśli komuś się wydaje, że to przerysowana ocena, proszę by cierpliwie poczekał, wszystko się w szczegółach wyjaśni. Po łódzkim przemówieniu z kartki, gdzie podano same odgrzewane kotlety o europejskiej Polsce i kapusiu Wałęsie, który znów jest jedynym bohaterem nowoczesnych Polaków, media od lewa do prawa ogłosiły oficjalny start Tuska w wyborach prezydenckich. Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura!



share

W ogóle nie będę się zajmował typową dla mediów analizą psychologiczną i kto kogo zaorał, kto będzie miał lepsze obrazki w głównych serwisach. Nie wchodzę w to, bo przecież było jasne kim jest Tusk i w takich sztuczkach zawsze czuł się doskonale. Trudno zatem oczekiwać, żeby nie przygotował sobie kilku „dowcipów”, paru figur retorycznych, on nic innego przez siedem lat swoich rządów nie robił, to i na komisji Amber Gold nie mógł zachować się inaczej. Zostawiam te wygłupy dla kolorowych pism, mnie interesuje coś zupełnie innego i zasadniczego.



share

Wyzwanie Kaczyńskiego na pojedynek, to jednocześnie najstarsza i najnowsza polityczna prowokacja Tuska. No właśnie, prowokacja, nie jasno sprecyzowany projekt polityczny nie początek kampanii prezydenckiej, ale tandetna wrzutka Tuska, która pokazuje, że wszystko się kiedyś kończy. Tusk był chodzącym produktem marketingu politycznego i w najlepszym dla siebie czasie potrafił prostymi środkami ustawić całą scenę polityczną. Oczywiście nie wynikało to z talentów Tuska, ale z potęgi sprzyjających mu mediów odwalających całą robotę, niemniej jakiś materiał wyjściowy zawsze dostarczał.

Strony