dobro



share

Bezczelnie i w megalomanii swojej zauważę, że nie muszę rzucać mięsem i innymi zabiegami sensacyjnymi, aby ściągnąć Czytelnika. Jestem już na takim etapie mołojeckiej sławy, że co by się nie działo, to te 10 tysięcy zawsze na portal wpadnie i albo ziewnie albo ciekawie spędzi czas. Tytuł dałem adekwatny, nie sensacyjny i pod publiczkę, bo ciągle istnieje wśród „prawych” autocenzura wywołana podprogowym respektem dla Michnika. Wczoraj Michał Rachoń w TVP Info zrobił bardzo dobry materiał, jak na tę beznadzieją TV, to wręcz genialny i dlatego zacznę od ściągi Rachonia.



share

Ech, nie było we wsi świętszego człeka niż pustelnik Paprycy. Nie gonił za nowościami, nie śledził światowych plotek, do polityki nie ciągnął. Nawet radia nie puszczał – jeno blusy i rokabili ze starych winylowych płyt, co je na sprężynowy adapter nadziewał. I to w naszym dwudziestym wieku! Co gadacie? Że w dwudziestym pierwszym już? Może to być, może.

Miał ci on kawał ziemi, ale pożal się Boże, co to za ziemia – ot, sam piach, sosenek małowiele, strumyczek leniwie i niepewnie cieknący. A on nie dla bogactwa tę ziemię trzymał, nie dla KRUSu, a nawet nie dla unijnych dopłat – a mógłby przecie brać niezłe ojro. Jakimże to cudem, zapytacie? A toć ziemię miał całą w pagórach i magórach jak stary Ciuńdzielak, co to go ze śmiechem „Góralem” przezwali, bo jak orać traktorem wyjeżdżał, to inklinometr wieszał przy kierownicy – a wiadomo, że takim Unia płaci nawet na naszej nizinie, jak tym na Podhalu. Byle góra pochyła, jak trza.