demokracja



share

Święta, święta i po świętach, czas najwyższy wziąć się za robotę, zwłaszcza, że taki TVN na przykład w ogóle nie świętował, tylko z połowy głównego serwisu zrobił afisz „Białoruś faszystowska nas zlewa”. W tytule zawarłem kwintesencję prawdziwego zagrożenia dla Polski, które można czytać wprost, wspak, metaforycznie i dosłownie. Rzeczywiście uważam, że to demokratyczna szczerość Jarosława Kaczyńskiego stanowi olbrzymią przeszkodę na drodze do normalnego państwa i kochanej Ojczyzny. W polityce psychologizowanie najczęściej objawia się pustosłowiem, nomen omen w przypadku Kaczyńskiego, szczególnie rażącym, ale to nie znaczy, że osobowość polityka nie decyduje o losach narodu, a nawet świata. Wejdźmy zatem w duszę Kaczyńskiego nie z buciorami, tylko z głową. Człowiek stracił wszystko, rodzinę, przyjaciół, prywatne ambicje, wszak ojcem raczej nie zostanie i przed ołtarzem też się nie zamelduje. Żyje sam, jego jedyną pasją jest polityka i wizja wielkiej Polski.



share

Kiedy byłem mały i upadała (podobno) komuna pamiętam naiwną radość dokoła. Z czasem okazało się że komuna ma się dobrze, wręcz kwitnie. Nastał czas upragnionej demokracji kapiącej wolnością w każdym jej przejawie. Radość był krótka… . Gdy mgła zachwytu opadła a łzy szczęścia wyschły okazało się że nie stała się żadna rewolucja. Wolność okazała się jeszcze większą niewolą. Na dodatek stała się kneblem wetkniętym w pysk wszystkim którzy próbują krytykować nowe czasy. Tak więc mamy kolejne demokratycznie wybrane rządy i samorządy. I z każdym ich wyborem wpychamy sobie ów knebel coraz głębiej w usta. No bo przecież wybrani z woli narodu…nawet gdy frekwencja jak na kiepskim filmie.



share

Każdy człowiek ma w swoim życiorysie takie fragmenty i „dokonania” na wspomnienie, których skóra mu cierpnie i policzki pąsowieją. Wielokrotnie zdawałem relację ze swojej głupoty i bezmyślnej pisaniny sprzed lat, zatem stałych Czytelników uspokajam, że nie będzie to kolejna wersja tego samego głosu sumienia, ale konkretny epizod z mojego życia, który ściśle nawiązuje do wielkiej propagandowej bujdy. Nie ma władzy na świecie, która nie bałaby się gniewu ludu, dlatego każda próba demonstrowania niezadowolenia zwykle jest kwitowana „zamachem”, „zdradą”, „awanturnictwem”. W Rzeczypospolitej Trzeciej histeria władzy związana ze sprzeciwem społecznym, czy to się komuś podoba, czy nie podoba w ogóle, zdecydowanie sięgnęła standardów „białoruskich”. Nie ma dnia, żeby dowolnej grupy niezadowolonych od protestujących sadowników, przez smoleńskie marsze pamięci, aż po wielkie demonstracje, jak „Marsz Niepodległości”, nie nazywano „podpalaczami Polski”.

Strony