deficyt



share

Powszechnie utarło się krytykować deficyt budżetowy rządu. W zasadzie opinia publiczna jest przekonana, że najgorsze, co rząd może zrobić krajowi, to zwiększać zadłużenie budżetu państwa. Zastanówmy się, na czym polega problem? Deficyt budżetowy powstaje wtedy, gdy dochody rządu (np. VAT, CIT, podatek dochodowy) są niewystarczające do finansowania działalności państwa, a więc np. do wypłat rent, emerytur, płacenia za opiekę zdrowotną, czy edukację obywateli. Wówczas brakujące środki rząd zdobywa poprzez emisję obligacji skarbowych. Jeżeli sytuacja taka powtarza się z roku na rok, to całkowite zadłużenie budżetu państwa wzrasta. Powszechnie stosowanym wskaźnikiem porównującym wielkość zadłużenia kraju jest procentowa wartość wielkości długu wobec rocznego Produktu Krajowego Brutto tego kraju.



share

No dobrze, skoro ma być o finansach nie o Tusku, to niech ma być, ale będzie po mojemu. Istnieją dwa obowiązujące modele wyjaśniania kwestii ekonomicznym, pierwszym jest bełkot: subwencje, acykliczność, fixing, itd., nie przypadkowo wszystko do jednego wora wrzuciłem, chociaż spece zajmują się oddzielaniem bełkotu kapitałowego od gospodarczego. Drugi model traktuje ludzi infantylizacją, chyba jeszcze bardziej nieznośna maniera od bełkotu fachowego. Obojętnie jakiego ma przed sobą słuchacza, medialny profesor czuje się w obowiązku zilustrować deficyt rozkładając na stole jabłuszka. Mój model wyjaśniania sobie samemu i przy okazji zainteresowanym opiera się na zwykłym rachunku, nawet nie ekonomicznym, tylko takim podstawowym rachunku – od rachowania. Absolutnie niczym nie różni się bilans zarobków wydatków i długu państwa od tego, co każdy z nas ma we własnym domu, oczywiście jeśli mamy mówić o rachunku nie o podejściu do finansów.



share

Boję się, siadam przy klawiaturze przepędzony jak koń po westernie i boję się, że nikt mi nie uwierzy, a nie mam siły przekonywać. Proszę o wyjątek i wiarę na słowo. Widziałem w jednym miejscu około 30 idiotów, może więcej, i to jeszcze nie koniec rekordu. Pełen skład pokazano w telewizji, chociaż nie każdy uczestnik zbiorowej głupoty zabrał głos, czym się w jakimś stopniu można pocieszać. Zdarzenie miało miejsce popołudniu i zaczęło się prezentacją nowej formuły ekonomicznej. Wyszedł taki jeden i powiedział, że podnosi deficyt o 16 miliardów i tnie 8 miliardów, ponieważ zmieniła się reguła nie pamiętam czego, ale na pewno czegoś, co w przyrodzie nie istnieje. Potem drugi, autor planu korygowanego o 24 miliardy gadał jakieś 10 minut, gdy ten pierwszy ziewał, szukał „komóry” w wewnętrznej kieszeni marynarki, by na końcu przemówienia otrząsnąć się i rozejrzeć po sali.

Strony