debata



share

Uleganie pokusom zawsze źle się kończy. Miałem zamiar lecieć w ciemno, że poza nudnym spektaklem nic się w Parlamencie Europejskim nie wydarzy, ale zachciało mi się raz być poprawnym politycznie i wypowiedzieć się „po obejrzeniu”. Strata czasu, daremny trud i poza paroma detalami, które wywołały uśmiech na twarzy, do niczego spektakl europejski się nie nadawał. Więcej powiem! Przemówienie Beaty Szydło na moje ucho było strzelaniem z armaty do wróbla, należało wyjść i powiedzieć w języku dyplomacji jakiś dowcip polityczny, podsumować technokratyczną puentą i tyle wszystkiego. Premier Szydło dała mocne przemówienie, ale to był wykład dla studentów odczytany w przedszkolu. Potem nastąpiła seria wypocin rozmaitych i chciałbym kogoś wyróżnić, tylko nie mama pojęcie kto by to miał być. Nawet przyjazne wystąpienia Polsce nudziły nieludzko, zawierały okrągłe zdania pozbawione treści wszelakiej.



share

Nie oglądałem, bo nie do mnie kierowane były te prostackie hucpy górnolotnie zwane debatą. Ponoć w poniedziałek Szydło zmiażdżyła Kopacz, we wtorek zmiażdżona Kopacz dawała odpór swej miażdżycielce, Kukizom, Korwinom i całej pozostałej hałastrze. Petru przyniósł bumagę, dobrze, że zlewu nie reprezentował Palikot, bo pewnie by przylazł ze swińskim ryjem (a co - maskę miał na łeb założyć???) i jakimś młotem pneumatycznym w wersji soft, wibratorem zwanym.
Zandberg!
Zandberg!!
Zandberg!!!
A ja myślałem, że Berga jednak z Legii pogoniono.
Ale Zandberg nie z Norwegii, tylko z Danii pochodzi.
Jak go zwał, tak go zwał - nowa twarz prawdziwej NIEKOMUNISTYCZNEJ lewicy ujęła się za prekariuszami.
Ok!



share

Mogłem napisać dzisiejszy felieton w ciemno, jako gotowca, ale z głębokiego szacunku dla Czytelnika poczekałem na koniec debaty, aby potwierdzić tezy sprzed wielu dni. Najmniejszego zaskoczenia, obie rywalki pokazały co potrafią i czego nie potrafi jedna z nich. Gadać każdy może, co ślina na język przyniesie i z taką papką słowną wystąpiła Kopacz, te same zgrane frazy, ta sama chaotyczna gestykulacja, pisk zamiast głosu i roztrzęsione wywody. Beata Szydło mówiła konkretami, powtarzając wielokrotnie proponowane rozwiązania, celniej ripostowała i sprawiała wrażenie poukładanej kobiety, z predyspozycjami do zarządzania dużym projektem. Mówiąc krótko Szydło połączyła cechy technokraty, w najlepszym tego słowa znaczeniu i medialnego, poprawnego, przygotowania. A Ewka, jak to Ewka cały czas trzymała za siebie kciuki, żeby dotrwać do końca i to był jej największy sukces, że dotrwała.

Strony