chamberlain



share

Nie ustają dyskusje historyków i publicystów  obwiniajacych ówczesne elity II Rzeczypospolitej (z min. Józefem Beckiem na czele), za kataklizm, który dzięki zdradzie źle dobranych sojuszników, kosztował nas życie ok. 6 mln obywateli, wymordowanie elit, zniszczenie gospodarki i sowiecką niewolę. Prawdą jest, że jesteśmy "wycieraczką" Europy rzuconą przez Boga w strefę zgniotu, między dużymi narodami Rosją i Niemcami i żadne cudowne koncepcje tego nie zmienią. Nie mamy zasobów i możliwości, aby przeciwstawić się Niemcom, czy Rosji Sowieckiej, a już na pewno ich połączonym siłom. Sojusznicy nasi uchodzili za mocarstwa światowe i tak jak my graliśmy ich kartą na odstraszenie Hitlera, tak i oni najpierw nieprzygotowani do wojny, dbali później o swoje interesy (potrzebując sił Armii Czerwonej). Zachód z ulgą obserwował zwyciestwa Stalina, aby opóźniać lądowanie we Francji na niecały rok przed zakończeniem wojny w Europie.



share

Wielu publicystów ostatnio wsiada na modny “roller coaster” (kolejka górska) zachwycając się uroczyskami odjętej im przez min. J. Becka wizji sojuszu polsko-niemieckiego, zupełnie pomijając szczegóły ówczesnej geopolitycznej układanki. Zapominają, że Gdańsk i autostrada z dwutorową eksterytorialną koleją to były tylko wejściowe propozycje do negocjacji. Dalej w kolejce były plebiscyty na obszarach z niemiecką “mniejszością”, czyli inaczej mówiąc: żegnaj Pomorze, Poznań i Śląsk (tak na początek). Hitler był nienasyconą bestią i układanie się z nim byłoby skrajną pogardą do realizmu tamtych dni.



share

Z marszu uprzedzam, to nie kolejny wpis przedświąteczny. Był swego czasu polityk, który dżentelmeńskimi umowami chciał powstrzymać galopującego ku wojnie Hitlera. 2 lata później odchodził z urzędu premiera w niesławie a wkrótce zmarł.

Średnio co 37 lat w słupkach gospodarczych następuje silne przegrzanie i na świecie się pali. Rewolucje, kryzysy, załamania gospodarek, przewroty wojskowe i zamachy terrorystyczne się nasilają. Potem chwila uspokojenia i kolejna fala tsunami zmiata rządy. Trwa to kilkanaście lat, do czasu wyklarowania się nowego porządku, po którym zaczyna się kolejne 20 lat prosperity.