cenzura



share

Po Internecie fruwa wiele deklaracji i opisów kont społecznościowych. Mnie najbardziej bawią te z frazą: „nie toleruję chamstwa”, „za chamstwo banuję”. Proszę sobie w wolnej chwili zrobić małą wycieczkę po takich kontach i gwarantuję, że niemal 100% z nich należą do ostatnich chamów. Drugą wizytówka to: ”brzydzę się hipokryzją” albo „hejt stop”, w zależności jaką przyjmiemy metodologię badania projekcji. Ze mną Szanowni Państwo jest tak, że z chamstwem i „hejtem” nie walczyłem nigdy, bo rzeczywiście nic mnie tak nie brzydzi, jak hipokryzja i to tyle tytułem wstępu.



share

Rutynowy przebieg zdarzeń, tyle można powiedzieć po żenujących scenach z udziałem pijaka Jean-Claude Junckera i nawet skandalem się tego nie da nazwać. Skandal ma miejsce wówczas, gdy uczestnicy sprawca skandalu zapada się pod ziemię i zostaje przynajmniej na jakiś czas wyeliminowany z życia towarzyskiego. Z kolei bierni uczestnicy skandalu i krąg znajomych unikają skandalisty na wszelkie możliwe sposoby. Jean-Claude Juncker upodlił się publicznie nie pierwszy, nie trzeci i nie ostatni raz. Czy coś się w związku z tym stało, wyciągnięto jakiekolwiek wnioski, o konsekwencjach nie wspominając? Nic, kompletnie nic się nie dzieje i warto się zastanowić skąd się bierze ten brak reakcji.



share

Mamy następna rzewną historię z cyklu „powiedziała legenda Solidarności i co teraz”. Wygląda na to, że Staniszkis z Jankowską przeszły w stan spoczynku medialnego, no to trzeba było te lukę wypełnić następną „matką Solidarności” i padło na Romaszewską. Paradoks zajmowania się takimi wygłupami, jak wygłupy seniorki Romaszewskiej polega na tym, że brak reakcji otwiera szeroką drogą dla naśladowców. W dołku mnie kłuje, jak sobie pomyślę, że mam pisać o czymś, co nie jest warte funta kłaków, ale obowiązek wzywa. Mechanizm wciskania autorytetu w brzuch albo jak kto woli zasłaniania się kobietami i dziećmi – tyle zadziałało w tym i wszystkich bliźniaczych przypadkach.

Strony