celebryci



share

Gazeta Wyborcza to niewyczerpane źródło inspiracji. Znam podejście wielu mądrych ludzi, którzy z definicji i dla zasady nie wchodzą na portale Michnika. Szanuję tę postawę, ale sam stoję na stanowisku, że język i czyny wroga trzeba znać. Zaglądam zatem do siedziby zła wszelakiego i analizuję z uwagą, co tam nowego u czynnych szatanów słychać. Dziś uderzył mnie po oczach tytuł „Hejter Filipa Chajzera został pobity przez jego fanów. Reakcja dziennikarza? Ostra. „Nie wstydzę się tego””. Prawda, że cudowne podsumowanie całej lewackiej paranoi i propagandy w jednym? Wszystko tutaj mamy, jak na dłoni i nie dość, że człowiek po oczach dostaje, to jeszcze obuchem zostaje trafiony w łeb. Kto zrozumie o co w tym zdaniu chodzi, ten pojmie całą zasadę funkcjonowania świata nowoczesnej lewicy. Hejter w języku redaktorów Michnika to taki pełen nienawiści osobnik, który w Internecie pisze, że taki, czy śmaki celebryta jest głupi, a celebrytka ma obwisłe cycki.



share

Nad takim wydarzeniem, jak żale Agaty Młynarskiej wylane na gofry, smażone ryby i brzuszki piwne facetów urlopujących się nad Bałtykiem, nie pochyliłbym się na centymetr, gdyby nie odzew Polaków. Ponoć nieustannie i w wielu kwestiach zachowuję niepoprawny optymizm, a jedną z nich jest zmiana nastrojów społecznych. Nigdy nie twierdziłem, że Polska została dotknięta czarodziejską różdżką i nagle z kompleksów żelaznej kurtyny wyrośliśmy na Amerykanów pewnych swojej siły. Tak oczywiście się nie stało i zapewne długo nie stanie, ale nie trzeba mikroskopu, aby zauważyć wyraźny podstęp. 20, 10 i nawet 5 lat temu rozmaite bzdety celebrytów opluwających Polaków cieszyły się niezwykłą popularnością. Gdy tylko jakaś damulka, co to za reklamę podpasek dostaje na rękę dorobek całego życia przeciętnej polskiej rodziny, była łaskawa powiedzieć, że w autobusie miejskim cuchnie potem, zahukane społeczeństwo niemal chórem odpowiadało – racja, racja!



share

W sobotę oddałem się jednej ze swoich ulubionych masochistycznych przyjemności. Włączyłem sobie TVN24, żeby obejrzeć „Drugie śniadanie mistrzów”. Wiem, że nie wszyscy są zboczeńcami, to może wyjaśnię, że program nie ma nic wspólnego z tytułem i polega na tym, że Marcin Meller, redaktor prasy kolorowej, w porze obiadowej zaprasza do studia mniej lub bardziej znanych celebrytów. Czasami zdarza się, że odwiedzają Mellera ludzie o innej niż lewicowej proweniencji, ale ostatnio prawie takie historie nie mają miejsca. W efekcie zbiera się towarzystwo wzajemnej lewackiej adoracji, które przez 45 minut tłumaczy maluczkim świat. Rozmowie najczęściej towarzyszy pewne skrępowanie, zresztą rozsiewa je sam prowadzący, który asekuruje się zapowiedziami w stylu: „Kochani wiem, że macie dość Smoleńska (polityki, Trybunału Konstytucyjnego, itp.), ale muszę was zapytać”. No i pyta, a celebryci, jak potrafią, tak odpowiadają.

Strony