Boże Narodzenie



share

Powiadają starsi ludzie, że takich Świąt jak dawniej były, to już nie ma i nie będzie. Na półmetku życia mogę się pod tą smutną prawdą podpisać, ale nie wszystko, co smutno się zaczyna musi się tak samo kończyć. Rzeczywiście w dobie komercji i sprzedaży internetowej, w czasach, gdy można kupić prawie wszystko i większość tanio, odświętności w Świętach coraz mniej.

Na nikim nie robi wrażenia smak pomarańczy, „lepszej” kiełbasy i takich samych wędlin. Choinka częściej przypomina gadżet z żurnala niż pachnące rzemieślniczym artyzmem kolorowe drzewko. Prezenty pod choinką, jeśli nie mają Wi-Fi rzadko kiedy są trafionymi prezentami. Wszystko prawda i wszystkiego można żałować, ale przecież od zawsze było jasne, że materialne atrakcje i wrażenia artystyczne, to tylko cześć tradycji, która przetrwała erę lotów w kosmos i połączeń wideo z drugim końcem świata.



share

Kiedy byłem smarkaczem wiele tygodni prowadzących do świąt Bożego Narodzenia spędzałem na rozważaniach o tym jak będą wyglądały rodzinne wizyty. A dokładniej rozmyślałem intensywnie o czym będziemy rozmawiać przy świątecznym stole, jakie tematy poruszymy, no i oczywiście o tym w jaki sposób przekonam wszystkich do moich racji. Już mając 10, 11 lat żyłem polityką, oglądałem serwisy informacyjne, czy debaty prezydenckie. Trochę później też programy publicystyczne. Większość kolegów kopała piłkę lub łaziła po drzewach w pobliskim lasku, a ja prowadziłem zażarte dyskusje z Kiślem – pozdrawiam Jarek – na temat kto będzie lepszym prezydentem: Wałęsa czy Mazowiecki. Ludzie, jak my żeśmy się wtedy kłócili. I żeby wszystko było jasne – nie to że byłem jakimś kujonem (w sumie wręcz przeciwnie): też godzinami kopałem piłkę (za co zapłaciłem choćby złamanym obojczykiem), też łaziłem po drzewach, piwnicach i budowałem szałasy z ukradzionych znaków drogowych.



share

Przez cały rok dostawałem wiadomości od wielu ludzi i bardzo często pojawiało się pytanie. Czy się uda? Za każdym razem z pełnym spokojem i przede wszystkim przekonaniem odpowiadałem, że wszystko się uda i to znakomicie. Pod koniec roku mogę powiedzieć, że nikogo nie oszukałem, nie wprowadziłem w błąd, nie dałem złudnej nadziei. Moje przekonanie o sukcesie w tej chwili jest jeszcze większe i mówię to w czasie, kiedy wielu Polaków przeżyło wstrząs patrząc na reżyserowane rebelie. Wszystkie strachy na lachy miną bezpowrotnie, sztuczne dramaty zamieniają się naturalne komedie i tak być musi. Jeśli człowiek ma czyste intencje, robi coś z pełnym przekonaniem, oddaniem i nie trzyma za plecami otwartego noża, zawsze i wszędzie będzie do siebie przekonywał ludzi.

Strony