bloger



share

Poniżej wklejam moją korespondencję z Maciejem Laskiem. Zadałem bardzo proste pytania i otrzymałem trochę za bardzo prostą odpowiedź, ale wiele z niej wynika. Proszę o uważną lekturę, a stanie się jasne, że Maciej Lasek musi odwoływać się i następnie odcinać się od wpisów blogowych, bo zwyczajnie i nigdy kluczowych zdjęć, które są dostępne w prokuraturze, na oczy nie widział. Dziwne, bo wcześniej mieliśmy całą listę próśb do prokuratury, żeby udostępniła konkretne zdjęcia na potrzeby konkretnych akcji konferencyjnych Macieja Laska. W tym wypadku brakło zaangażowania, które z podziwem obserwowałem przez ostatnie tygodnie. Może powtórzę, bo to ważne. Maciej Lasek i wcześniej Miller nie tylko nie badali zdjęć satelitarnych, które zdaniem Seremeta są dostępne w prokuraturze i to w takiej rozdzielczości, że wszystko widać jak na dłoni, ale Maciej Lasek nigdy o zdjęcia nie prosił. Oparł się po prostu na blogerze, po czym się od blogera odciął. I to wszystko, cały Lasek.



share

Scenariusz komediowy „Matka Kurka vs państwo polskie” w końcu trafi na deski teatralne. Premiera sztuki komediowej odbędzie się 22 lutego w samo południe, w Sądzie Okręgowym w Legnicy. Dostałem zaproszenie i od razu propozycję obsadzenia jednej z głównych ról – będę grał oskarżonego o znieważenie najsłabszego prezydenta w dziejach Polski, wliczając w ten poczet TW Bolka. Palce mnie świerzbią jak rzadko kiedy, żeby już dziś udzielić publicznej odpowiedzi na akt oskarżenia, który wraz z innymi dokumentami wklejam pod tekstem, ale muszę się powstrzymać. Komediowość owszem jest, ale raczej należy ją rozumieć w kategoriach sytuacyjnych, samo położenie oskarżonego, jak wiadomo, podlega bardzo poważnym artykułom i paragrafom. W związku z tym popisowy monolog muszę zostawić na premierę, a dziś takie małe przecieki oparte na dygresjach i drobnych wskazówkach. Właśnie sobie obejrzałem pięciu facetów w wieku dojrzałym, w tym jednego homoseksualistę.



share

Konsekwentnie bronię się przed stygmatami „bloger”, „blogosfera”, „blogowanie”, tak jak się bronię przed wszelką nowomową i innymi makaronizmami. Nie ma nic nowego w powyższych zjawiskach, poza nośnikiem. Od 1989 roku, jeśliby się komuś chciało mógł kserować swoje dzieła po 20 gr. od strony i rozdawać na bazarach, czy później w hipermarketach. Niczym innym, wbrew wszelkim bogatym analizom socjologicznym, jest blogowanie. Tanie, łatwe, powszechnie dostępne, czyli zwyczajnie nośnik, tak zwana materia, zdecydowała o zjawisku. Można podważać tę buńczuczną tezę, ale na starcie zadałbym jedno kontrujące pytanie. Czy ludziom od Internetu przybyło talentów? Proszę mi z łaski swojej pokazać jednego blogera, który został wielkim autorem i mam na myśli wielkość miary choćby Mrożka, bo o Dostojewskim nawet nie wspominam. Nie ma takich i to jest najbardziej bolesne pozbawienie złudzeń, owszem zrobiło się nagle masowo, ale nic z tej masy dla najwyższej jakości nie wynika.

Strony