biznes



share

To nie jest zabieg retoryczny, poważnie pytam, bo się pogubiłem. Nie będę kłamał, że chciało mi się poświecić tyle czasu, aby zrozumieć w szczegółach co też takiego niepokojącego znalazła KNF w spółdzielniach, które od lat są atakowane tylko z jednego, politycznego, powodu. Z grubsza wiem tyle, że SKOK-om zarzuca się złe kredyty, pono jest ich 36%, a to stanowczo za dużo, ponieważ rozmaite rady i komisje wyliczyły maksymalny poziom takich kredytów na 7%, o ile dobrze pamiętam. Warto jednak rozebrać ten zarzut na normalne słowa, jakimi posługują się ludzie przy grillu i nawet w szkole. KNF zarzuca SKOK-om, że ich klienci w 36% mają problemy ze spłacaniem kredytów. Powtórzę jeszcze raz, bo rzecz jest naprawdę z kosmosu wzięta. Główny zarzut wobec SKOK-ów odnosi się do tego, że klienci tych spółdzielni nie płacą rat w terminie lub mają inne objawy braku systematyczności w wypełnianiu zobowiązań.



share

Rzadko mi się zdarza takie dłuższe wahanie, sam czuję, że może za dużo krytyki, że podcinanie gałęzi, marudzenie, narzekanie, pesymizm i kto wie czy nie dywersja, ale pierwsza myśl zbiegła się z ostatecznym wnioskiem i nie chce być inaczej. Ma powstać nowa telewizja pod patronatem GP i chciałbym dla lepszego zrozumienia istoty pomysłu przedstawić pewną historyjkę pozbawioną polityki. Był sobie smakosz, który uwielbiał móżdżek smażony i głosił miłość do móżdżku przy każdym spotkaniu w gronie znajomych. Opowiadał o móżdżku tak pięknie, że wszyscy znajomi nim się spostrzegli zostali zarażeni pasją smakosza. Wkrótce o niczym innym grono znajomych nie potrafiło rozmawiać poza nieustannie udoskonalanym przepisem na móżdżek smażony. Któregoś dnia jeden z miłośników kultowej przystawki zgłosił pomysł, by założyć Klub Smakosza, który będzie profesjonalnie zajmował się sławieniem przysmaku.



share

Dociera do mnie to całe in vitro jak głos nauczycielki chemii, która po latach musi mi wybaczyć, że nigdy nie potrafiłem się zakochać w tej szlachetnej dyscyplinie, bliżej byłem miłości do „chemiczki”. Z jednej strony mam letni stosunek do zagadnienia, z drugiej pełen komfort dystansu i tak sobie myślę, że w ideologicznej błazenadzie nikt nie poukładał najprostszych faktów. Po pierwsze i najważniejsze in vitro nie jest ani zakazane, ani wskazane, ono sobie po prostu jest i działa bez jakichkolwiek regulacji prawnych. O dziwo ten podstawowy fakt jakoś niespecjalnie rozgrzewa ideologiczne emocje jednej i drugiej strony odwiecznego sporu. Dopóki nikt nie przypomina, że jest coś takiego jak nieuregulowana procedura in vitro, to in vitro sobie żyje jak mu się podoba. Po drugie to co zamierza zrobić skończony Tusk nie jest żadną zmianą regulacji prawnych, nie jest najmniejszą oznaką administracyjnego uporządkowania medycyny, jakkolwiek idiotycznie to brzmi.

Strony