biznes



share

Rzadko mi się zdarza takie dłuższe wahanie, sam czuję, że może za dużo krytyki, że podcinanie gałęzi, marudzenie, narzekanie, pesymizm i kto wie czy nie dywersja, ale pierwsza myśl zbiegła się z ostatecznym wnioskiem i nie chce być inaczej. Ma powstać nowa telewizja pod patronatem GP i chciałbym dla lepszego zrozumienia istoty pomysłu przedstawić pewną historyjkę pozbawioną polityki. Był sobie smakosz, który uwielbiał móżdżek smażony i głosił miłość do móżdżku przy każdym spotkaniu w gronie znajomych. Opowiadał o móżdżku tak pięknie, że wszyscy znajomi nim się spostrzegli zostali zarażeni pasją smakosza. Wkrótce o niczym innym grono znajomych nie potrafiło rozmawiać poza nieustannie udoskonalanym przepisem na móżdżek smażony. Któregoś dnia jeden z miłośników kultowej przystawki zgłosił pomysł, by założyć Klub Smakosza, który będzie profesjonalnie zajmował się sławieniem przysmaku.



share

Dociera do mnie to całe in vitro jak głos nauczycielki chemii, która po latach musi mi wybaczyć, że nigdy nie potrafiłem się zakochać w tej szlachetnej dyscyplinie, bliżej byłem miłości do „chemiczki”. Z jednej strony mam letni stosunek do zagadnienia, z drugiej pełen komfort dystansu i tak sobie myślę, że w ideologicznej błazenadzie nikt nie poukładał najprostszych faktów. Po pierwsze i najważniejsze in vitro nie jest ani zakazane, ani wskazane, ono sobie po prostu jest i działa bez jakichkolwiek regulacji prawnych. O dziwo ten podstawowy fakt jakoś niespecjalnie rozgrzewa ideologiczne emocje jednej i drugiej strony odwiecznego sporu. Dopóki nikt nie przypomina, że jest coś takiego jak nieuregulowana procedura in vitro, to in vitro sobie żyje jak mu się podoba. Po drugie to co zamierza zrobić skończony Tusk nie jest żadną zmianą regulacji prawnych, nie jest najmniejszą oznaką administracyjnego uporządkowania medycyny, jakkolwiek idiotycznie to brzmi.



share

Jaką siłę ma dziś PiS plus parę milionów Polaków nań głosujących? Zadam takie wakacyjne pytanie i spróbuję sobie na nie odpowiedzieć. Otóż po primo, nikogo w świecie polityki światowej zdominowanej przez USA, Rosję i UE nie interesuje los Polski, wyjaśnienie Katastrofy Smoleńskiej czy sprawiedliwość nad Wisłą. Trzeba sobie zdać sprawę z tego faktu, że jesteśmy sami i nasze poczucie sprawiedliwości nie ma siły przebicia przez zależności biznesowe rządzące światem. Krótkie zrywy narodowe nie zmieniają faktu, że za chwilę wszystko wraca do normy i stajemy się narodem niewolników zarządzanym tak aby zmaksymalizować zyski i wyprowadzić je poza kraj. Czemu służą te setki gadających głów w mediach, które starają się nam uzmysłowić jakie właśnie sukcesy odnosimy i jaka świetlana przyszłość jawi się przed Polską? Czasem mam wrażenie, że do Polskich mediów muszą wpływać poprzez reklamy czy innymi drogami potężne czeki aby dalej wytrwale pracowały na koszt zainteresowanych biznesów.

Strony