biznes



share

Jeśli chodzi o mnie to kompletnie nic się nie zmieniło, nadal, a właściwie jeszcze bardziej twierdzę, że mamy do czynienia z klasyczną medialną hucpą nastawianą na wielki biznes. Proste dane, o których zresztą pisano i mówiono setki razy, wskazują, że w zasadzie nic się nie dzieje. Przypadki zachorowań liczone na palcach trzech dłoni, statystyki śmiertelności w sposób absurdalny zawyżone, bo zbierane jedynie wśród tych, którzy zostali przebadani, chociaż powszechnie wiadomo, że około 80% populacji przechodzi przez tę infekcję bezobjawowo. Jedynym zdaniem, daj nam Boże takich „epidemii”, skoro już mają się pojawiać.



share

Poproszę o wyrozumiałość, w tak zwanych pierwszych słowach mego listu. Jak wiadomo jestem grafomanem, który publikuje dzień w dzień, to i nie ma takiej siły, żebym się nie powtarzał, ale to nie do końca moja wina. Świat jest dość nudnym zjawiskiem, jeśli się na nie patrzy przez szkło telewizora, czy inny wizjer publicystyczny. Wszystko już było i powtarza się w zamkniętym cyklu, co musi prowadzić do takich samych wniosków i opisów. Z tej przyczyny nic nowego o „nowym” korononawirusie się nie dowiemy i w taki sam sposób będzie bita medialna piana, aż do zmiany tematu. Moim celem, pomimo fatalnych warunków, jest odnalezienie resztek racjonalizmu, w lawinie wykreowanych emocji.



share

Nie znam się, kompletnie się nie znam na Bliskim Wschodzie i używam tego skrótu myślowego, na bakier z gramatyką i stylistyką, z pełną świadomością. Mógłbym pogrzebać w Internecie i mniej więcej się dowiedzieć o co chodzi z zabójstwem irańskiego generała, którego nazwiska nawet nie pamiętam, ale zupełnie mnie to nie interesuje. Nie znam się na Bliskim Wschodzie i nie zamierzam się znać, bo ani do życia, ani do szczęścia nie jest mi to potrzebne. I z takiej pozycji ignoranta mam zamiar napisać felieton, o tym co się dzieje wokół najnowszej zabawki medialnej, którą właśnie jest Bliski Wschód, co więcej w bezczelności swojej twierdzę, że trafię „w sedno tarczy”.

Strony