biurokracja



share

Red. Łukasz Warzecha zjechałbył dzisiaj straż miejską, a z jej pośrednictwem państwo polskie, opisując przypadek niepełnosprawnego, któremu owa straż wystawiła mandat za parkowanie w miejscu przeznaczonym dla osób niepełnosprawnych. Nie trudno się domyślić, że niepełnosprawny nie zostawił za szybą stosownego dokumentu, stąd wynikł dla niego przykry finansowo i formalnie problem. Słusznie zwraca uwagę red. Warzecha na fakt pójścia przez SM po najmniejszej linii oporu, wskazując w tym zachowaniu władzy do obywatela, niczym w soczewce, generalny stosunek państwa do… no właśnie; do jeszcze obywatela czy do już poddanego? Przykład jeden z milionów, który nie wywołuje w Polandii nawet szczególnych emocji. Cóż, kolejny przejaw uczynienia z obywatela osobnika drugiej kategorii, w celu osiągnięcia przez państwo doraźnych korzyści statystycznych, finansowych (premia za liczbę nakładanych mandatów), politycznych et cetera. Oczywista oczywistość jak mawiał Syndrom Goleni Lewej. Pan red.



share

W związku z dochodzeniem, które się toczy przeciw gorącemu zwolennikowi WOŚP i elektrykowi mającemu ambicje leczyć „katolickie kurwy” prądem, byłem zmuszony odwiedzić komendę policji w swojej rodzinnej pipidówie. Nie pierwszy raz zobaczyłem z bliska pracę policji wraz z całym otoczeniem i powiem niewtajemniczonym, że tego widoku nie zastąpi żadna teoria. Najprościej i „najśmieszniej” opowiedzieć parę mniej lub bardziej udanych dowcipów o policjantach, czym da się z powodzeniem wytłumaczyć stan resortu, ale jakoś nie mam na to skrawka ochoty, bo nie ma się z czego i kogo śmiać. Ktoś o tęgim umyśle zdecydował, żeby w policji zatrudniać majsterkowiczów, czyli takich policjantów, którzy znają się na wszystkim, a przy tym są i do tańca i do różańca. Efekt pomysłu jest mało zaskakujący, panowie zajmujący się prewencją, interwencjami, zażegnywaniem konfliktów rodzinnych, czy przestępstwami cięższymi po robocie właściwej siadają przy komputerze, gdzie zaczyna się dramat.



share

Jakie trzeba mieć kompetencje i talenty, żeby nic nie zrobić? Ale to absolutnie nic i tym razem nie chodzi o dorobek Tuska, to znaczy chodzi, tylko nie w takim potocznym i słusznym znaczeniu. Ponawiam pytanie. Ile trzeba wiedzieć, na czym się znać, żeby nic nie zrobić? Nie pytam o zapobieganie czemuś, czyli jak sprawić by samolot wylądował mając do dyspozycji wycofany z użytku samolot i rosyjskich szympansów w budzie zwanej wieżą. Chodzi o absolutne nic nie zrobienie. O! Mam nawet lepsze słowo. Zaniechanie. Trzeba mieć jakiś talent i umiejętności, żeby zaniechać działania? Żyjąc w kraju, który bardzo lubię, ale którego nigdy nie rozumiałem, pogubiłem się na tyle, że jasnej odpowiedzi na to pytanie poszukać nie umiem. Wydaje mi się, że nie trzeba talentu i kompetencji do zaniechania, niemniej po ostatniej wypowiedzi Tuska zwątpiłem.

Strony