Berek



share

Co dla pana/pani było wydarzeniem roku? Takich pytań padnie zewsząd mnóstwo i większość odpowiedzi nie będzie dotyczyć treści pytania, ale wydarzeń jako takich. Odpowiadając precyzyjnie na rutynową formułkę „dla mnie”, którą wygłasza się z końcem każdego roku, mogę użyć tylko jednego słowa – „Berek”. Historia pisania i wydawania zakazanej powieści jest dokładnie taka sama jak książka i taka sama, jak otaczająca nas rzeczywistość, z którą wielu z nas szarpie się codziennie. Pisałem „Berka” trochę dłużej niż rok, po wszystkich wydawnictwach tułałem się ponad dwa lata i zwracam uwagę na kolejną precyzję: „wszystkich wydawnictwach”. Nim stał się cud połączony z przypadkiem, książka trafiła do kliku „niepokornych” recenzentów, cześć się w ogóle nie odezwała, paru się odezwało: „życzę powodzenia, obiecujące, ale wie pan, sam pan rozumie”.



share

Zaczęło się jak zawsze, napisał do mnie jeden z dziennikarzy i zaproponował wywiad. Odpisałem na odczepnego, podając warunki zaporowe dla mediów głównego nurtu i uznałem, że jedną sprawę mam z głowy. Okazało się jednak, że Redaktor Bogdan Zalewski odpisał jak profesjonalista i tak już z Jego strony było do końca. Z tą chwilą zaczęły się męki, bo dotąd byłem dziewiczym kontestatorem, poniekąd budującym swój wizerunek na radykalnym podejściu do mediów i unikaniu wszelkich kontaktów z redaktorami. Między wierszami, kierując się tylko szyldem mediów, napisałem do Zalewskiego „coś mi się wydaje, że jesteś jednym z nich, ale próbuj” i Zalewski nie tylko spróbował, ale pokazał, że w swoim fachu jest fachowcem i niczego udowadniać nie musi. Cenię i zawsze będę cenił ludzi, którzy są majstrami, reszta jest do uzgodnienia. O co chodzi w tej całej walce z mediami?



share

Na tak proste pytanie należy się spodziewać prostych odpowiedzi, a właściwie jednej prostej odpowiedzi. NYT i inne kolorowe pisemka są w posiadaniu lewicowych Żydów i tym samym pozostają pod przemożnym wpływem lewicowych Żydów. Fakt, że proste pytanie rodzi prostą odpowiedź jeszcze nie może być dyskwalifikujące dla odpowiedzi. To prawda, główny i nawet najważniejszy powód jest właśnie taki. Mieliliśmy w USA i na świecie wiele wizerunków sprzedanych w ten sam sposób, czyli przedstawienie Polaka w tak parszywym świetle, żeby jednocześnie było zabawnie i upokarzająco. Bez dwóch zdań Żydzi nowojorscy podawali farby, trzymali pędzle i gruntowali płótno tego obrazu, ale gdzie byli Polacy i czym się zajmowali? Nie potrafili, nie chcieli, zabrakło im odwagi? Może się po prostu nie nadają z powodów obiektywnych.

Strony