Berek



share

Zaczęło się jak zawsze, napisał do mnie jeden z dziennikarzy i zaproponował wywiad. Odpisałem na odczepnego, podając warunki zaporowe dla mediów głównego nurtu i uznałem, że jedną sprawę mam z głowy. Okazało się jednak, że Redaktor Bogdan Zalewski odpisał jak profesjonalista i tak już z Jego strony było do końca. Z tą chwilą zaczęły się męki, bo dotąd byłem dziewiczym kontestatorem, poniekąd budującym swój wizerunek na radykalnym podejściu do mediów i unikaniu wszelkich kontaktów z redaktorami. Między wierszami, kierując się tylko szyldem mediów, napisałem do Zalewskiego „coś mi się wydaje, że jesteś jednym z nich, ale próbuj” i Zalewski nie tylko spróbował, ale pokazał, że w swoim fachu jest fachowcem i niczego udowadniać nie musi. Cenię i zawsze będę cenił ludzi, którzy są majstrami, reszta jest do uzgodnienia. O co chodzi w tej całej walce z mediami?



share

Na tak proste pytanie należy się spodziewać prostych odpowiedzi, a właściwie jednej prostej odpowiedzi. NYT i inne kolorowe pisemka są w posiadaniu lewicowych Żydów i tym samym pozostają pod przemożnym wpływem lewicowych Żydów. Fakt, że proste pytanie rodzi prostą odpowiedź jeszcze nie może być dyskwalifikujące dla odpowiedzi. To prawda, główny i nawet najważniejszy powód jest właśnie taki. Mieliliśmy w USA i na świecie wiele wizerunków sprzedanych w ten sam sposób, czyli przedstawienie Polaka w tak parszywym świetle, żeby jednocześnie było zabawnie i upokarzająco. Bez dwóch zdań Żydzi nowojorscy podawali farby, trzymali pędzle i gruntowali płótno tego obrazu, ale gdzie byli Polacy i czym się zajmowali? Nie potrafili, nie chcieli, zabrakło im odwagi? Może się po prostu nie nadają z powodów obiektywnych.



share

Wredny tak, ale wylewy raczej nie bywam, przyszedł jednak czas, w którym podzielę się paroma osobistymi wrażeniami. Produkuję się na tak zwanym publicznym forum od wielu lat, zaczynałem jako niedoinformowany idiota, połykający medialną sztampę. Potem z premedytacją wybrałem życie oszołoma, poszukującego niuansów kłamstwa, złodziejstwa, zaprzaństwa i propagandy. Taką zrobiłem „karierę”. Na wszelkiego typu wieczorkach „z” wcześniej, czy później pada pytanie: „Czy „z” czegoś żałuje, czy coś by w swoim życiu zmienił?”. Odpowiedzi przeważnie też są mało zaskakujące, ale sam odpowiedziałbym trochę przewrotnie, chociaż do „z” się nie poczuwam i niech mi w mordę da pierwszy rozsądny, który zauważy, że coś się w tym względzie zmienia. Być może odrobinę żałuję, że w stanie niedoinformowanego idioty tkwiłem zbyt długo, ale z drugiej strony ten czas nie był zmarnowany.

Strony