bandytyzm



share

Mam zupełnie czyste sumienia, swego czasu byłem chyba jedynym „prawym”, który nie bronił malowania czerwoną farbą nagrobku Bieruta, chociaż tego nie da się porównać do obalenia pomnika prałata Jankowskiego. Nie bronię podobnych przestępstw i prowokacji z bardzo prostego względu, one po prostu są przeciwskuteczne i ze zwykłych bandytów albo postaci „kontrowersyjnych” robią męczenników.



share

Narażanie się wszystkim i wszędzie to moja specjalność i firmowa cecha każdego samotnika. Dziś będę się narażał, zresztą nie pierwszy raz, kibicom, a raczej „żyletom” i „gniazdom”. Media i Internet obiegła dramatyczna historia ciężko skatowanego Polaka, Bogu ducha winnego kibica, który spokojnie sobie szedł z narzeczoną na mecz Dania-Polska. Nagle coś duńskiej policji odbiło rzucili się na „biedaka” i bez powodu stłukli do nieprzytomności. Historia rzeczywiście robi wrażenie, krew się leje gęsto i pod koniec akcji duński policjant wali pałką po głowie nieprzytomnego kibica. Naszych biją! – padła komenda i się zaczęło. Internet z jednej strony jest fascynujący, z drugiej cholernie nudny, zwłaszcza w takich przypadkach, ale po kolei…



Wśród lewicowej dziczy, bo zdarzają się też lewicowe wyjątki, które mają mózg i duszę, od lat panuje moda na paradowanie w koszulkach Che Guevary. Kult ten bierze się wprost z głupoty, głównie w postaci niewiedzy, ale też z prania mózgów, na co lewicowe kadry są bardzo podatne. Che Guevara był zwykłym bandytą, takim samym jak gestapowcy palący stodoły z żywymi ludźmi, takim samym jak enkawudziści i nasi rodzimi bezpieczniacy z lat pięćdziesiątych. Zginął bohater lewicy w Boliwii, według wielu świadków poddał się żołnierzom boliwijskim i błagał o litość, krzycząc „nie zabijajcie mnie, jestem dla was więcej wart żywy niż martwy!”.

Strony