argumenty



share

Minęło 30 lat od porozumienia przy stole, gdzie sekretarze PZPR, ubecy i ich kapusie, z udziałem kilku naiwnych z „Solidarności”, dogadali się jak na nowo zniewolić i ograbić Polskę. W tym czasie widzieliśmy takie rzeczy, jakich nie było widać choćby w Czechach o „krajach starej demokracji” nie wspomnę. Zabito w biały dzień komendanta Policji, potem zleceniodawca poszedł na raut organizowany przez ówczesną władzę. Ba! Widzieliśmy syna producenta kiełbasy i kaszanki, który został porwany, zamordowany, następnie wycięto w więzieniu prawie wszystkich świadków i do dziś nie wiadomo kto to zrobił.



share

Do wyborów pozostał miesiąc i wydaje się, że wszystko, co najgorsze PiS ma już za sobą, a przed PO stoi wielka niewiadoma. Podkreślę, że „się wydaje”, bo zawsze trzeba brać pod uwagę jakiś zabieg można, którym da się odmienić losy kampanii wyborczej, ale z drugiej strony to Smoleńsk przez wielu był uznawany za największy błąd Kaczyńskiego. Tak zwane życie pokazało coś innego, o czym starałem się pisać wiele razy. Smoleńsk stał się tematem neutralnym, na tym temacie żadna partia nie traci i nie zyskuje, co najwyżej może wyciągnąć z chałupy tak zwany twardy elektorat. Dokładnie tak się stało, PiS wrócił w notowaniach na poziom powyżej 30%, PO ciągle tkwi poniżej 30% i nawet w chwili zrywu nie przekroczyła tej wartości. Zgadzam się z tezą, że PO ciągle ma pewne 20% i do wyjęcia jakieś 10% z SLD i zbieraniny błazna z Biłgoraja. Trudno się nie zgodzić z czymś, co się samemu głosiło.