analizy



share

Niezwykle podoba mi się czujność społeczna, zdecydowanie wolę gdy człowiek doszukując się prawd 134 razy zbłądzi, niż raz jeden weźmie każdą oficjalną blagę za pewność. Czujność jest niezwykle ważna, błądzenie jest kosztem weryfikowania wersji wydarzeń, ale jeśli całość umieścimy w kontekście politycznym, to się zaczyna robić niebezpiecznie. Wszelkie prowokacje z grubsza da się podzielić na słowa i czyny. W przypadku aktów terroru poważni ludzie najpierw wysadzają lub podrzynają gardła, potem tłumaczą w jakim celu dokonali prowokacji i na co chcieli zwrócić uwagę. Kategoria czynu powakacyjnego zwykle jest łatwiejsza do zlokalizowana, natomiast słowa prowokacji mają to do siebie, że pozostawiają do wyboru nieograniczoną liczbę autorów.



share

Pięć minut dla kolejnej politycznej „świeżości” właśnie się rozpoczęło i daję milion w złocie przeciw dowolnej sumie, że „pięć minut” nie wyczerpie swojego czasu. Jak zwykle przy podobnych okazjach powtarzają się te same nudne schematy analiz: a) Tusk miał kreta, b) Kaczyński buduje sobie koalicjanta, c) salon gromadzi nowe rozdanie. A gówno! Jakby powiedział protoplasta wszystkich politycznych „świeżości” niejaki Nikodem Dyzma. Sprawa jest prosta tak bardzo, że prostacka. Młody wilczek Wipler poczuł zew i poszedł na głęboką wodę, w której zaraz zniknie i już się nie wynurzy – tyle zagadki. W tym miejscu powinienem postawić kropkę i uznać najkrótszy felieton świata za skończony, ale dla utrzymania poziomu pociągnę te pięć minut w niezasłużoną nieskończoność, czyli poświęcę kilka akapitów rozbiorowi sztampowego „abc” dyżurnych analiz. Punkt A.



share

Analizując wszystkie „niesamowite przypadki” serwowane przez „państwo polskie”, nauczyłem się jednego. Zawsze i wszędzie, zanim się cokolwiek powie, trzeba wysłuchać kłamstw od końca i gdy mi się wydawało, że ta zasada nie zawodzi zauważyłem następny element, jeszcze dalej idący. Analiza kłamstwa powinna się zaczynać od autorstwa, zatem najpierw kłamca, potem kłamstwo czytane od tyłu, dopiero na końcu wnioski. Tą techniką poddaję analizie ostatnią „wrzutkę”. Zaczynamy. Kto kłamał? Jak twierdzi „Rzepa” materiały otrzymała ze źródeł zbliżonych do prokuratury wojskowej i te informacje potwierdziła u prokuratora Seremeta. Z powyższego zestawienia wynika, że najłatwiej o kłamstwo posądzić „Rzepę”, ale trzeba pamiętać o zasadzie czytania kłamstwa od końca. W jakim celu, poważny człowiek, redaktor Gryz, miałby narażać na śmieszność redakcję swojej gazety, która dość pieczołowicie dba, żeby nie być myloną z Gazetą Polską?

Strony