agresja



share

Bezczelnie i w megalomanii swojej zauważę, że nie muszę rzucać mięsem i innymi zabiegami sensacyjnymi, aby ściągnąć Czytelnika. Jestem już na takim etapie mołojeckiej sławy, że co by się nie działo, to te 10 tysięcy zawsze na portal wpadnie i albo ziewnie albo ciekawie spędzi czas. Tytuł dałem adekwatny, nie sensacyjny i pod publiczkę, bo ciągle istnieje wśród „prawych” autocenzura wywołana podprogowym respektem dla Michnika. Wczoraj Michał Rachoń w TVP Info zrobił bardzo dobry materiał, jak na tę beznadzieją TV, to wręcz genialny i dlatego zacznę od ściągi Rachonia.



share

Staram się unikać jak ognia tak zwanej „obyczajówki”, bo to tematy dla plotkarskich portali i ideologicznych biuletynów, ale tym razem problem jest szerszy i bardzo dobrze znany. Za wstęp do rozważań i końcowych wniosków przyjmę jednak zjawisko przeciwne. Od wielu lat wbija się Polakom do głów, że krzyż chrześcijański, a nie daj Boże katolicki, to symbol „zawłaszczający przestrzeń publiczną”, do niedawna podobnie było z symbolami narodowymi. Jestem w tej nietypowej sytuacji, że jako ateista i przeciwnik wycierania sobie buzi „Bogiem, honorem i Ojczyzną” na każdym kroku, mogę ocenić zjawisko z pozycji potencjalnie zagrożonego.



share

Ja osobiście, jakby powiedział poseł PO, Nowoczesnej lub PSL, mam czyste sumienie. Wbrew powszechnej opinii od zawsze uważam za wyjątkową tandetę moralną i intelektualną, tak zwane jechanie po policji bez żadnych hamulców. Owszem jest wiele rzeczy, na których nie zostawiłbym suchej nitki, na przykład niesławne czajenie się krzakach, aby zarobić na wypłatę, bo to z bezpieczeństwem ruchu drogowego nie ma nic wspólnego. Dwa razy byłem okradziony i dwa razy policjanci praktycznie mnie wyśmiali, że im zawracam du..ę. Widziałem też na własne oczy, jak napaleni szeregowcy pałowali zapitego punka, a przed skinami spie… uciekali, aż się dymiło. Wszystko prawda, ale…

Strony