agent Tomek



share

Schematy medialne dostosowane do postaci, nie do faktów, to jest coś czym wszyscy są bombardowani na co dzień. Weźmy taki pierwszy z brzegu schemat, który precyzyjnie określa kiedy nie wolno mówić o bohaterze afery i o samej aferze, aż do prawomocnego wyroku, a kiedy wolno wydawać wyroki przed postawieniem zarzutów przez prokuraturę. Jedynym kryterium schematu jest nazwisko, no i od razu narzuca się nazwisko Banasia, prawda? Podejrzany, oskarżony, osądzony i skazany, przed niezawisłym i niezależnym sądem pierwszej instancji GW i prawomocnie przed sądem najwyższym TVN.



share

Dla startego wyżeracza, który już nie jedno w polskiej polityce widział, najnowsze sensacja z „Agentem Tomkiem” w roli głównej, to wyjątkowo słaba komedia, a na pewno bywały lepsze. Na przykład zeznania świadka koronnego wywołujące powszechne rozbawienie i gangów i policji, bo jak inaczej nazwać obciążenie śmiercią Papały złodzieja samochodów niejakiego „Patyka”, co to się miał napalić na Daewoo Estero komendanta KG Policji. Prawdziwy serial komediowi zapewnia słynny „Masa”, który co i rusz przerywa milczenie, ale sama instytucja świadka koronnego już taka zabawna nie jest.



share

Już na wstępie chce się napisać jaka gazeta taki trotyl, ale rzecz jest znacznie szerzej zabawna i pokazuje więcej niż jedną niemoc bulwarówki z Czerskiej. Dobrze nie pamiętam, bo ledwie zerkałem na wysiłki GW, ale kilka dni na pewno wywalali na czerwono „news dnia” – Agent Tomek toples. Raz jeden kliknąłem na zdjęcie, by się upewnić co się kryje w treści, zmęczyłem w mozole akapit bulwarowej plotki i dałem sobie spokój. Czerwone dni GW pochłonęły środki, wysiłki i zaangażowały wszelkie towarzyskie kontakty, by podrzucić temat w zaprzyjaźnionych ośrodkach propagandy. Efekt? Precyzyjnie i bez sentymentów oceniając – żaden, ale z litości można rzucić jałmużnę i przydzielić ocenę mierną. Nie zajmowałbym się tym spektakularnym przypadkiem porażki dziennikarskiej gdyby nie wspomniane, ciekawe zjawiska towarzyszące przedsięwzięciu.

Strony