agenci



share

Parę miesięcy temu napisałem tekst, który wzbudził konsternację i być może nawet zażenowanie. Wymienione reakcje dotyczyły tak jednej, jak i drugiej strony politycznego boju o Polskę. Tekst nosił taki oto tytuł: W PiS musi być ruski agent albo właśnie jest werbowany to logika działania Kremla. Jestem przyzwyczajony do szyderstw i krytyki wyjętej z miejsc, w które trener niemieckiej drużyny wkłada ręce, dlatego nie wracam do tej sprawy, aby triumfować, wracam, żeby przypomnieć. Ni stąd ni zowąd gorliwi przeciwnicy lustracji i prześmiewcy poszukiwaczy agentów, wynaleźli w otoczeniu Antoniego Macierewicza TW „Nonparel”. Niebywała sensacja, ale tylko dla frajerów.



share

Burdel płonie na całego, ale kto się przy tym ogniu ogrzeje jeszcze nie widomo, za to ujawniły się pierwsze ofiary ciężkich poparzeń. Wałęsa zawsze był napakowany megalomanią, która zrywała mu wszelki hamulce, ale dziś jest najgorszy moment dla Wałęsy, by się megalomanią napawać. Właśnie traci swoje zaplecze, które go wykorzystywało jako „obwoźną legendę Solidarności” i jak zwykle nie zauważa, że pewien etap dziejowy się kończy. PO i wieczny halabardnik Wałęsy, były Donald Tusk, ma zupełnie inne problemy niż zajmowanie się kapryśną gwiazdą, po wtóre Wałęsa ugryzł rękę, która jeść dawała, po trzecie narobił na środku salonu. Są pewne świętości, których się nie dotyka, a jedną z najważniejszych jest omerta związana z „przepastnymi archiwami SB”. No i na końcu serii głupstw znajduje się błąd katastrofalny w skutkach. Ostatnią rzeczą, jaką Wałęsa powinien robić jest przypominanie i wznawianie ostrej dyskusji na temat agentów w Solidarności.



share

Łezka w oku mi się zakręciła jak na wspomnienie „resoraków” z Pewexu, ale to złe porównanie. Znacznie lepszym jest pierwszy w Polsce „tokszoł”, który prowadził bardzo dziwny człowiek, dziś znany jako specjalista od Czechów. Ów człowiek nazywa się Mariusz Szczygieł i w telewizji Zygmunta Solorza, tego samego co ma trzy nazwiska i bogatą kartę współpracy z SB, prowadził swoją „Drzyzgę”. Sposób prowadzenia miał niezwykle zabawny, tak śmieszy, że młody Stuhr miał gotowy scenariusz do skeczu. Mariusz potrafił zaprosić do studia panią Zenobię z taśmy FSO i pytać o to jak przebiega jej życie seksualne. Pani Zenobio, no i co, lubi pani sobie zaszaleć? Tak panie Mariuszu, kocham swojego męża i to on mnie namówił do trójkąta. A jak panią namówił, tak normalnie, czy może trochę inaczej? Tak normalnie.

Strony