afera



share

Jak to szło Panie „Szu”? Widzisz przedstawienie, a nie widzisz rzeczy? Porzucam wszelką apodyktyczność sądów i tylko głośno sobie rozważam, kto ma ochotę może się przyłączyć. O taśmach wiadomo od dawna, cała Warszawa huczy co najmniej od roku, zresztą sam Tusk przy pomocy lisiego Newsweeka posłał plotki i czekał na reakcję. Jest też rzeczą oczywistą, że odkąd istnieją te nagrania wszyscy bohaterowie z otoczenia Tuska siedzą na beczce prochu i to podwójnej. Z jednej strony są szantażowani przez właścicieli taśm i to prawdopodobnie wszyscy razem, jak i każdy z osobna, z drugiej podwładni Donalda drżą przed słowami, które wypowiedzieli pod adresem szefa albo kolegów. Jakoś się wszystko po kościach rozchodziło, prawdopodobnie szantażowanie przebiegało skutecznie i na poziomie nie czyniącym krzywdy towarzystwu albo było wręcz odwrotnie, wymagania szantażystów były nie do spełnienia, co zmusiło szantażujących do długiej walki.



share

Przeciwnicy Tuska podzielili się na optymistów i pesymistów, chociaż ten podział istniał od zawsze, to teraz jakby się uwypuklił. Dodatkowego kontrastu nadała podziałowi afera taśmowa, po której jakby więcej pojawiło się optymistów. Wydaje się, że słusznie, bo pesymiści zamiast zajmować się skalą złodziejstwa, której de facto na taśmach nie ujawniono, powinni sobie zadać podstawowe pytanie. Co bym zrobił na miejscu Belki, Sikorskiego, Sienkiewicza? Najprościej odpowiedzieć, że z tymi osobnikami nic mnie nie łączy, ale tutaj dla odmiany nie byłbym takim optymistą. Człowiek jest zwierzęciem drapieżnym, co oznacza, że świętemu zdarza się upodlić, pobłądzić lub przynajmniej zrobić coś głupiego, taka nasza natura. Załóżmy zatem, że każdy z nas mógłby znaleźć się na miejscu wyżej wymienionych konsumentów plebejskiego żarcia, które ładnie wygląda i kosztuje w snobistycznej karcie dań.



share

Obraz wart 1000 słów? No raczej, jakby powiedziała młodzież. Bóg, właściciele nagrań i paru dziennikarzy wie, czy będą nowe rewelacje, ale tego syfu już się zamieść nie da. Wszystkie afery uszły Tuskowi płazem, ta jedna będzie wieczna i to z kilku powodów. Po taśmach Beger, w których de facto nie było niczego nagannego, poza wykupieniem weksli przez państwo, do obiegu informacji na stałe weszła rozmowa w pokoiku sejmowym. Warto też zwrócić uwagę, że Lipiński z posłanką używali przyzwoitego języka, poseł PiS szwagrów posłanki i inne propozycje odrzucił, nie było przy tym popijawy i ośmiornic za 1400, ani nawet dorsza za 8,16. Ze zwykłej rozmowy politycznej zrobiono aferę tylko i wyłącznie z jednego powodu – chodziło o PiS. Nikomu wówczas nie przyszło do głowy, żeby Mrozowskiego i Sekielskiego nazywać obrzydliwymi podsłuchiwaczami, nie wkroczyło ABW do TVN, Renata Beger została bohaterką, dziennikarze otrzymali nagrody.

Strony