afera



share

Trudno uwierzyć, że PiS zareagował mądrze i jak na PiS dość szybko. Od blisko dwóch lat to chyba pierwszy taki kryzys, który został w miarę sensownie i sprawnie przygaszony. Nie zazdroszczę w związku z tym wszystkim dziennikarzom-patriotom tych kilku dni spędzonych w roli obrońców przegranej sprawy. Ciężko nawet zgadywać, kto stał za tymi idiotycznymi artykułami i wypowiedziami sponsorowanymi, które „wyjaśniały”, że Pięta padł ofiarą spisku wrażych niemieckich i radzieckich sił. Śmiesznie i głupio, ale też moralnie dennie. Jak mawiają ludzie radzieccy: „cnotę stracił, rubelka nie zarobił”.



share

Od dwóch dni Internet huczy po aferze rozporkowej z udziałem posła PiS, Stanisława Pięty i seks modelki Izabeli Pęk vel Czarna Pantera, ale to jest „afera” dla ubogich. Rzecz ma znacznie poważniejszy i głębszy wymiar i o tym chcę pisać. Pomiędzy dziennikarzami i politykami różnych opcji, wbrew sztucznie kreowanym różnicom i takim różnicom, które istnieją rzeczywiście, znajdziemy wiele cech wspólnych. Jedną z takich cech jest bezrefleksyjny rechot, jako odpowiedź na działania służb specjalnych. Po prawej i po lewej stronie spotkamy tę samą manierę, którą trudno wytłumaczyć w kilku słowach.



share

Na wstępie pocałunek śmierci. Marek Pyza i Marcin Wikło, to jedni z nielicznych dziennikarzy, których z czystym sumieniem można nazwać śledczymi. Nie przypominam sobie jednej przestrzelonej afery przez nich ujawnionej. Dodatkowo Pyza był i jest precyzyjnym i wyważonym specjalistą od Smoleńska. Potrafił pisać teksty bardzo odważne i potrafił wykazać błędy i przerysowania Macierewicza. Komplementy, zwłaszcza wobec facetów, przychodzą mi z trudem, ale tym razem chodzi o coś więcej. Pewne jest, przynajmniej dla mnie, że Pyza i Wikło nie wzięliby się za taką bombę, jak gazowa afera z udziałem Pawlaka, gdyby nie mieli mocnych argumentów.

Strony