afera



share

Schematy medialne dostosowane do postaci, nie do faktów, to jest coś czym wszyscy są bombardowani na co dzień. Weźmy taki pierwszy z brzegu schemat, który precyzyjnie określa kiedy nie wolno mówić o bohaterze afery i o samej aferze, aż do prawomocnego wyroku, a kiedy wolno wydawać wyroki przed postawieniem zarzutów przez prokuraturę. Jedynym kryterium schematu jest nazwisko, no i od razu narzuca się nazwisko Banasia, prawda? Podejrzany, oskarżony, osądzony i skazany, przed niezawisłym i niezależnym sądem pierwszej instancji GW i prawomocnie przed sądem najwyższym TVN.



share

Ostatnia rzecz o jakiej mam ochotę pisać, ale co mam zrobić? Miała być 153 rewolucja i 2345 upadek demokracji, ale się okazało, że protest wyborczy to zwykła procedura, obowiązująca w każdej normalnej demokracji. Z drugiej strony Internet żyje „sprawą Zychowicza”, a mam taką zasadę, w przeciwieństwie do zawodowych dziennikarzy, że szanuję głos ludu, no może z wyjątkiem disco polo, czego szanować się nie da. Skoro ludzie uważają, że coś jest ważne, to taki temat z natury rzeczy staje się ważkim w wymiarze społecznym, co z kolei zobowiązuje publicystę, aby zabrać głos na miarę swoich możliwości.



share

To jest polityka! Taki frazes od razu przychodzi do głowy, gdy się słyszy o nowej aferze w POKO, co oznacza, że pewne rzeczy są stałe, a niektóre wręcz oczywiste i od tego zacznę. Ktokolwiek się łudzi, że wyborcy POKO, lewicy, PSL, czy reszty opozycji nagle otworzą oczy i zaczną głosować na PiS, niech się polityką nie zajmuje, bo sobie i innym krzywdę zrobi. Z tej strony komunikat będzie jasny: „Pisowskie media szczują”, „przykrywają aferę hejterską Ziobry”, „esbeckie metody” i tak dalej i tym podobnie. Efekt? Będzie mobilizacja w betonowym elektoracie POKO, jeszcze większa niż była.

Strony