Adrian



share

Znane jest takie powiedzenie, że kto pierwszy powie prawdę, ten ma najgorzej, ale dla mnie to nie tylko powiedzenie, dla mnie to spora część życia. Odkąd jestem jako tako rozpoznawanym publicystą, nieustannie wylewa się na mój łeb wiadra pomyj i jeszcze gorszych substancji, ze słynną „mową nienawiści” i hejterstwem na czele. Nie wspominam o tym z powodu osobistej traumy, którą chciałbym publicznie podleczyć, bo na mnie to nigdy nie robiło wrażenia, a od pewnego czasu w ogóle nie zwracam uwagi na odruchy bezwarunkowe „opinii publicznej”. Piszę, ponieważ jest to potężna broń, która zamyka ludziom gęby.



share

Niestety pamiętam swój tekst napisany tuż po tym, jak Andrzej Duda ogłosił swój pomysł na konstytucyjne referendum. Było to rok temu i wtedy uznałem ten pomysł za bardzo dobry, ponieważ po dwóch latach kadencji i całej serii podpisów ustaw wywołujących napięcia społeczne, prezydent musiał wybić się na samodzielność. Tezę, którą wówczas postawiłem podtrzymuję do dziś. Prezydent musi iść znacznie szerszym frontem niż partia, z której się wywodzi, bo inaczej nie ma szans na reelekcję. Dlaczego zatem żałuję, że napisałem taki tekst?



share

Zdaję sobie sprawę z faktu, że przyzwyczaiłem swoich Czytelników do sporej dozy ironii zawartej w moich tekstach, ironii ocierającej się niekiedy o szyderę. To, co napiszę w kolejnych wersach do tego gatunku się nie zalicza. Chyba, że pod uwagę weźmiemy zamysł Boga, który pokazuje, że też potrafi być ironiczny. Jeśli tak, to mogę tylko powiedzieć: uczyłem się od Mistrza, u Niego też praktykuję.

W tym wpisie nie będę się zbytnio rozwodził, aby nie wprowadzać zbędnego zamieszania, którego większość z nas ma co dzień po dziurki w nosie, a może i wyżej.

W tym wpisie postaram się jedynie nakreślić sytuację dwóch dorosłych ludzi. Moją i mojego Syna Adriana.