Polityka



share

Większość wątków degrengolady Durczoka zostało omówionych w oklepany sposób. Dwie sekundy po zatrzymaniu na podwójnym gazie było dla mnie jasne, że najwyżej 48 godzin upłynie i cała „narracja” zostanie odwrócona. Nie myliłem się, bo się nie mogłem mylić, od wczoraj mamy mieszankę laudacji i morze łez wylanych na „hejterów” niszczących „wspaniałego dziennikarza”. Takich zabiegów podejmują się wprawdzie postaci na poziomie Durczoka, choćby Hartman, czy Wieliński z GW, ale właśnie tak to działa. Niezwykle znamienne jest też milczenie TVN, wzmianki o Durczoku nie widziałem, a śledzę propagandystów przez kilka godzin dziennie.



share

Poniedziałek nie nastraja optymizmem, wiadomo, nawet jak nie było pite, to i tak trzeba iść do roboty. Gorzej gdy było pite i roboty też nie unikniemy, ale to wszystko bajka, inni mają znacznie większe problemy. Wczoraj niejaki Misiło, jeden z głupszych polityków, który już się nie załapie na żadną listę, wrzucił do Internetu symbol „Polski Walczącej” na kolorowej szmacie, że zacytuję klasyka. Od razu pojawiły się pytania, gdzie jest granica tego szaleństwa? Natychmiast odpowiadam, że ta żenująca akcja głupiego polityka, nie łapie się na środek szaleństwa, ale jest początkiem.



share

Pod koniec 2015 roku spadły na Polskę niespodziewane tragedie, a wszystko zaczęło się od Janowa, gdzie koniom było strasznie źle, o jak źle w „pisowskiej stadninie”. Potem poszło z górki, paru kryminalistów i oszustów, którzy unikali odpowiedzialności karnej, wpięło sobie oporniki w klapę i tak powstał KOD. Swoją drogą kto dziś pamięta, że KOD zaczynał od profanacji protestu przeciw stanowi wojennemu, za to każdy pamięta jak skończył. Niezliczone marsze i zadymy po 150 tysięcy protestujących według „ratusza” i trzydzieści parę według ołówków stażystów Kurskiego.

Strony