Polityka



share

Wydarzenia nie tylko ostatnich dni pokazują, że jest coś prawdziwego w twierdzeniu, że stara szkoła Kiszczaka leży w trumnie. W jakimś sensie i części dotyczy to również medialnej szkoły Urbana. Przykro mi, że do zilustrowania obu twierdzeń użyję odgrzewanego kotleta, ale tak po prostu będzie łatwiej i przejrzyście. Mając na uwadze, że „rewelacje” funkcjonariuszy z Czerskiej są materiałem tak słabym, jak sami funkcjonariusze, nie można wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Dla porządku rzeczy warto przypomnieć, że większe pierdoły doprowadzały do politycznego kryzysu lub osiągania celów politycznych.

Jeden z pierwszych i bardziej brutalnych przykładów, jakie wpadają do głowy to wyjątkowo prymitywna i brutalna wrzutka TVN24:



share

Jest taka technologia obróbki mózgu, którą się wyjątkowo brzydzę, dlatego miejmy to za sobą już na starcie. Każda poważna afera nakręca się sama, ludziom nie trzeba tysiąc razy powtarzać o co w aferze chodzi, no i przede wszystkim nie trzeba powtarzać, że w ogóle jest jakaś afera. Na dzień przed odpaleniem „sensacji” niemal wszystkie „autorytety” zajęły się jednym i drugim. Jeśli do tego dodać czas i kontekst, a mamy 8 miesięcy do wyborów i jeszcze nie ostygła urna Adamowicza, to całość wygląda tak żałośnie jak tylko mogą wyglądać sensacje „autorytetów”.



share

Cóż, w ostatnim czasie naprawdę mógłbym zaczynać prawie każdy tekst od triumfalnego „A nie mówiłem”. O tym, że asystent Macierewicza jest nie tylko intelektualnym i mentalnym dwunastolatkiem, pisałem wówczas, gdy to było kompletnie niemodne w kręgach prawicowych. Ba! Za takie pisanie dostawało się najgłupszymi inwektywami z ruskim agentem i pomagierem WSI na czele. Tak było i żaden racjonalny argument nie przemawiał, wszystko załatwiało się „patriotyzmem” i „lojalnością”. Nie brakowało też laudacji w związku z bohaterskim odbiciem placówki NATO przez asystenta Macierewicza.

Strony