Polityka



share

Pogrążona w poważnych, wielowątkowych kontrowersyjnych dyskusjach, dostąję naraz sms-a: Czy ty to widzisz? Czy to jest jeszcze dziennikarstwo? Czy już normalne k......o?

Mirosław Drzewiecki podczas florydzkiego sylwestra trochę nadużył. No i doszło do szamotaniny z żoną, podobno o dostęp do komórki. Uczuleni na przejawy przemocy i molestowania płci wszelkiej, pojawili się natychmiast amerykańscy stróże prawa i pana przyszłego ministra wsadzili do ciupy. Wstępem do kultowego (przynajmniej od czasu obnażenia niewinnego handlu stanowiskami między PiS-em i SO) telewizyjnego programu było pytanie redaktorów Morozowskiego i Sekielskiego skierowane do ministra: Czy był pan kiedyś aresztowany? Minister zaprzeczył. I się zaczęło.



share

Nie chciałem tego robić z powodów osobistych i szacunku dla samego siebie, ale postanowiłem poświęcić prywatę i szacunek do samego siebie na ołtarzu „jakości debaty”. Po przeczytaniu tekstu Igora Janke http://jankepos..., poczułem się tak jakbym sprawdził rozprawkę gimnazjalisty, który w IV C trochę się postarzał. Ponieważ sam walę „literówki”, nie czepiam się formy tego tekstu, chociaż poważny dziennikarz i to dziennikarz apelujący, to nie internetowy troll, taki jak ja, i na szacunek do czytelnika mógłby sobie pozwolić, jeśli nie zapracować. Czepiłbym się treści, ale w tej rozprawce treści nie ma, jest pokaleczona forma, tekst, który brzmi jak reklama proszku do prania, dowolnego proszku. Może udałoby mi się przejść obok tego gniota obojętnie, ale Pan Igor był łaskaw rozedrzeć koszulę na cherlawej piersi i podsumować marność warsztatów dziennikarskich swoich konkurentów.



share

Media podały że pożarli się jak psy Kownacki z Kamińskim, czyli głos prezydenta oraz narodu w dwóch osobach.
Musiało w końcu dojść do tego, bo jednym PADem we dwóch grać się nie da, a że zabawka fajna i w możliwości wyposażona spore, każdy by chciał mieć kontroler dla siebie.
Wezwał ponoć pan prezydent chłopaków "na dywanik", jednak w donosy o opieprzeniu i nakazie uspokojenia "siem", wiary nie daję. Było raczej kręcenie się w kółko i obijanie o ściany, spowodowane chatoczynym naciskaniem guzików, przez wyrywających sobie PADa operatorów.
Kłótnia była podobno tak ostra, że niesmaku doznali nawet obecni przy niej dworzanie. W to chyba wiary nie da nikt. Niesmak na kaczych salonach wzbudza jedynie elegancja, elokwencja, znajomość języków, kompetencja i ogłada. Burdy, awanturnictwo, kłótnie, chamstwo i buractwo, to ichniejsze standardy, chleb powszedni, nektar i ambrozja.

Strony