Polityka



share

Bogu dziękować nie jestem politykiem i nigdy nie będę, między innymi dlatego, że nie potrafię kłamać, co w polityce jest nieodzowne i w najlepszym razie nazywa się dyplomacją. Nie jestem też dziennikarzem, w znaczeniu formalnym, nie mam legitymacji, nie należę do żadnych stowarzyszeń, jedyna „skaza” to publikowanie autorskich felietonów do kilku tytułów, gdzie nigdy nie zmieniono mi nawet przecinka. Skoro już poleciałem z laudacją „mojej osoby”, to dokończę dzieło. Śmiem twierdzić, że ze statusem wariata i „hejtera” dotykam tych tematów i obszarów, o których większość boi się myśleć, no i między innymi takim obszarem są polityczne nominacje, absolutny temat tabu, pomimo całej oczywistości. Ściślej chodzi o polityczne nominacje do „niezależnych” sądów.



share

Lubię takie smaczki, tylko nieco inaczej niż większość publicystów je konsumuję. Kto wie o co chodzi, ten wie, kto nie wie ten się zaraz dowie. Dotąd anonimowy poseł SLD, niejaki Marcin Kulasek, poszedł do mediów i poskarżył się na poselski los. Zaczął od narzekania na standard pokojów poselskich, który w jego ocenie jest tak niski, że nie da się w nich spożyć żadnego posiłku, co zmusza do stołowania się „na mieście”. Zdaniem posła, przypomnę, że mówimy o pośle lewicy, 6 500 zł pensji plus 2 500 zł diety, nie pozwala przeżyć w Warszawie, o ile „stołujemy się na mieście”. Taka to scenka rodzajowa, czas na interpretację znacznie szerszego zjawiska, niżby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.



share

Zdecydowanie wolę, gdy wszyscy Polacy znają się na polityce, piłce nożnej i nawet medycynie, bo to wbrew pozorom przynosi mniejsze szkody, niż „znanie się” na prawie. Po raz milionowy wraca na tapetę aresztowanie i na wstępie trzeba powiedzieć, że 90% komentujących sprawę Durczoka i wiele innych spraw myli szczególny środek zapobiegawczy, z wyrokiem sądu. I to jest pierwsza podstawowa przyczyna produkująca niedorzeczne komentarze, tak niedorzeczne, że nie pozostaje mi nic innego, jak bronić „kasty” i co gorsze degenerata Durczoka.

Strony