Polityka



share

Wszyscy się zgadza, co do joty z diagnozą, którą postawiłem w wczoraj, a właściwie ta diagnoza sama się stawia. Rafał Trzaskowski nie tylko nie jest faworytem, czy kandydatem o włos przegrywającym z Andrzejem Dudą w sondażach, ale coraz bardziej zziajany widzi plecy swojego rywala. Czasu pozostało niewiele, jak na kampanię to w zasadzie możemy powoli mówić o finale, tymczasem w notowaniach Trzaskowskiego jeśli się coś zmienia, to na gorsze. W takich okolicznościach zawsze i wszędzie powstaje panika, Komorowski w 2015 roku chciał robić referendum i nawet podpisał ustawę pomiędzy turami wyborów, żeby pozyskać głosy Pawła Kukiza? Efekt? Sam Kukiz Komorowskiego wyśmiał, a większość wyborców zagłosowała na Andrzeja Dudę.



share

Dziesiątki razy przedstawiałem wyliczenia które mówią wszystko, zatem dziś damy sobie spokój z „wyższą” matematyką i zajmiemy się tym, co gołym okiem widać. Podstawowe proporcje wyglądają tak, że przy zachowaniu frekwencji z I tury, co wydaje się mało prawdopodobne w okresie urlopowym, Trzaskowski musi uzyskać poparcie 75% wyborców wszystkich kandydatów, którzy odpadli. Możliwe jest to wyłącznie w przypadku elektoratu Biedronia, z kolei Andrzej Duda potrzebuje zaledwie 25% tych samych głosów i nawet w przypadku elektoratu Biedronia cel jest w zasięgu ręki. Zdecydowana większość obserwatorów polskiej polityki albo nie wie albo nie przyjmuje do wiadomości, że statystyka jest bezlitosna. Wśród miliona Żydów znajdzie się 100 antysemitów, a do kościoła chodzą też ateiści.



share

Przekonywanie wyborców Boska przez wyborców Dudy, to polityczna tragifarsa. Rzecz była do przewidzenia, że po pierwszej turze wyborów prezydenckich część polityków i wyborców PiS nagle zacznie pałać żarliwą miłością do „ruskich onuc”. Jako zdecydowany krytyk zbieraniny politycznej pod szyldem „Konfederacja” patrzę na to nie tylko z zażenowaniem, ale i odruchem, którego w szczegółach opisywał nie będą. Zabiegi te, na poziomie czysto ludzkim i przede wszystkim politycznym, bo to mnie interesuje najbardziej, są całkowicie pozbawione nie tylko klasy, ale i sensu. Mamy do czynienia z bardzo specyficzną grupą zwolenników politycznej utopii, którą firmują osobliwości polskiej sceny politycznej: weteran Korwin-Mikke, Grzegorz Braun i politycy Ruchu Narodowego.

Strony