Polityka



share

Medialny przekaz dotyczący dwóch wrażych obozów zawsze posługiwał się tym samym fałszywym schematem. W PO panuje demokracja, w PiS Kaczyński wszystkich wycina i trzyma za twarz. Z medialnymi przekazami jest też tak, że im bardziej są oddalone od faktów, tym lepiej dla przekazów i dokładnie taka prawidłowość zachodzi w tym przypadku. Kaczyński nie tylko nigdy nie był wodzem zamordystą, ale wręcz się mówi o wyjątkowo tolerancyjnym podejściu szefa PiS, żeby nie powiedzieć naiwności, jeśli chodzi o partyjne kadry. Przykłady można mnożyć bez końca, najbardziej aktualny to powrót Ziobro i Jakiego do dużej polityki i niestety Kurskiego do TVP.



share

O ile komuś się wydaje, że chore i bezprawne interpretowanie wyroku TSUE służy dobru obywatela i weryfikacji właściwego obsadzenia składów sędziowskich, to dalej nie musi czytać felietonu. Wyrok TSUE służy kaście jako amunicja na trzech frontach, z czego dwa są dość dobrze znane, a trzeci, w moim przekonaniu kluczowy, jakoś umyka obywatelem, chociaż swego czasu było o nim bardzo głośno. Pierwszy front to oczywiście utrzymanie pełni władzy w „sądownictwie” przez rozdanie PRL-wskie, dlatego nowych sędziów stara kasta tępi nieludzko. Drugi front to strach przed postępowaniami dyscyplinarnymi, niemal 100% „sędziów niezłomnych” ma zarzuty dyscyplinarne. Trzeci i ostatni front, to wybór nowego Prezesa Sądu Najwyższego!



share

Z olbrzymim dystansem i rozbawieniem podchodzę do publicystycznych tez, które wieszczą koniec partii albo liderów. Takich końców mieliśmy 1000 i więcej, najbardziej znanym jest „Koniec PiS” autorstwa Kamińskiego i Mrozowskiego, która to ramota powstała bodaj na dwa lata przed podwójnym zwycięstwem PiS w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Wieszczono też inne końce, między PO, gdy powstała „Nowoczesna” i wówczas też należało zachować dystans, bo podobne akcje nigdy dotąd się nie udawały. Przychodzi jednak taki czas, że wajcha odbija w drugą stronę i wtedy nie ma zmiłuj się. POKO co najmniej od wyborów europejskich jest na cenzurowanym, a po porażce w parlamentarnych „salony” straciły cierpliwość.

Strony