Prześlij dalej:

Współczesny polityk, od czasów Kennedyego, stał się produktem popkulturowym i tego banału nie ma sensu podważać. Prawdą jest, że bez tych wszystkich spektakli politycznych, gestów pod publiczkę, przytulania zwierząt ze schroniska i fundowania stypendiów sierotom, po prostu wyborów się nie wygra. Dlatego każda partia i każdy lider partii szuka swojej „narracji”, aby dotrzeć do jak największej grupy wyborców i w tym nie ma nic nadzwyczajnego. Gorzej gdy wokół polityka pojawia się sztab doradców, najczęściej mało rozgarniętych wizjonerów, którym się wydaje, że jednym gestem, filmikiem, czy dowcipem, da się porwać większość wyborców i zapewnić sobie zwycięstwo.

Takich „genialnych” akcji obserwowaliśmy w światowej i polskiej polityce na pęczki i prawie zawsze kończyło się żałośnie. Warunkiem podstawowym powodzenia jakiejkolwiek kampanii jest minimum wiarygodności i jak najmniej sztuczności w przekazie. Pochodna pewnej porażki i kompromitacji politycznej to odwrócenie wyżej wymienionych proporcji. Czasami się zdarza, że polityk albo partia robią coś, czego nikt się nie spodziewał i to przynosi sukces, ale są to bardzo rzadkie wyjątki i zwykle wynikają z przypadku. Generalna zasada jest taka, że dbasz o przekonanych, walczysz o tych, którzy się wahają i dajesz sobie spokój ze zdecydowanymi przeciwnikami. Innej recepty na zwycięstwo w wyborach nie ma i nie będzie. Jeszcze żadnemu prawicowemu politykowi nie udało się porwać tłumu o lewicowych poglądach i odwrotnie, tak działają stada politycznych zwolenników, z natury rzeczy, zawsze idą w jednym i swoim kierunku.

Wszelkie cudowne pomysły polityków i ich doradców na przejęcie wyprofilowanej grupy wyborców, niech to będą rolnicy, emeryci, kobiety lub mężczyźni i w końcu młodzież, zawsze mają jeden finał – groteska. Nie ma gorszego pomysłu na kampanię polityczną, niż polityk udający kogoś innego niż naprawdę jest. Jak poślesz lewicowego wielkomiejskiego posła na wieś, żeby wsiadł na traktor i zaczął kultywatorować w „rurkowym” garniturze, to spodziewaj się gromkiego śmiechu, a nie szacunku rolników tłumnie ruszających do urn. I odwrotnie, gdy poślesz konserwatywnego nudziarza do klubu lewicowej bohemy, aby opowiadał jak to za młodu był hipisem, to masz pełną gwarancję, że zrobi z siebie idiotę i stanie się pośmiewiskiem. Krótko mówiąc kampanie zmierzające do przekonania całej grupy społecznej, poprzez naśladowanie jej zwyczajów w całkowicie sztuczny sposób, to najgorszy z możliwych pomysłów.

Strony

Źródło foto: 
17069 liczba odsłon
Obrazek użytkownika Matka Kurka

Autor artykułu: Matka Kurka

12 (liczba komentarzy)

  1. Jak Kaczyński chce zrobić coś dla młodych, to niech im pozwoli zdjąć kagańce i da żyć normalnie. "Zajob" będzie mieć coraz więcej młodych przeciwników i to oni będą go coraz mocniej kojarzyć z PiSem i Kaczyńskim.

    Co do ustawy o zakazie hodowli zwierząt to niewątpliwie stanowi ona przykrywkę wracającego do Sejmu projektu ustawy "Bezkarność+". Chodzi o wywołanie hałasu i kontrowersji po to, by Szumowski et consortes pozostawali bezkarni. I tylko tyle.

  2. Kaczyński na Tik-Toku to jest czyste pajacowanie. Do tego skrajnie naiwne w oczekiwaniu na jakiekolwiek pozytywne skutki. IMO tego nie wymyślili doradcy Kaczyńskiego. Oni aż tacy głupi chyba nie są. Albo ja jestem naiwny - ale to wtedy świadczy jeszcze gorzej o samym Kaczyńskim (pokaż mi twoich doradców, powiem ci kim jesteś). Kaczyński "wchodzi" na TikToka w momencie, kiedy Trump w USA oficjalnie TikToka chce zablokować (albo już to zrobił). Kaczyński niestety zaczyna sięgać szczytów żenady dotychczas zarezerwowanych dla róznych Misiłów, Jachir i Szczerbów. Naprawdę przykro patrzeć, jak ten człowiek się stacza i ekspresowo trwoni cały szacunek jaki dla niego ludzie mieli przez wiele lat. Szkoda.

  3. W zwiążku z tą bandycką "ustawą o bezkarności", kluczowe będzie stanowisko Dudy. Raczej bym sie zdziwił (pozytywnie), gdyby PiS-owi nie udało się jednak tego bandytyzmu przepchnąć kolanem przez Sejm i przez wysoce prawdopodobne weto senackie. Tylko Duda będzie to mógł skutecznie zablokowac swoim wetem. Czy Duda się na takie weto zdecyduje? Tak, to jest dobre pytanie (mówiąc klasykiem). Osobiście obawiam się, że wątpię (aby zawetował). Jeśli jednak Duda tego nie zawetuje, u mnie obsunie się do grona skrajnie niewiarygodnych pacanów. To grono ostatnio niestety bardzo się u mnie poszerza.

  4. "Bezkarność+" to nie tylko Szumowski, będzie również jak znalazł na "drugą falę" jeśli taka jest zaplanowana.

  5. Jeszcze się da wytatuować i wystąpi z jakimś rapem. To dopiero będzie jazda...

  6. Tylko dodam od siebie że owszem młodych się nie przekona ale można ich przynajmniej nie odpychac... Ale jeżeli młodzież w szkole uczy się o Grecie thunberg jak o Joanie D'Arc, jeżeli stosunki polsko-zydowskie są omawiane przy pomocy publikacji pseudonaukowca Grossa to czego można sie spodziewać? W jaki sposób za 3 lata zagłosują karmieni w ten sposób 15, 16 i 17 latki? Można oczywiście wlaczyc w to wszystko światowe układy które z całą pewnością istnieją ale skupiając się na naszym podwórku wniosek jest jeden i mowilem tu o tym wcześniej. PiS śpi i nikt w tej parti nie ma ochoty się z tego snu budzić. 

  7. wydaje mi się, że autor miałby rację, gdyby chodziło o czas kampanii wyborczej. Teraz przecież Kaczyński przez 2,5 roku nie musi się starać o nowy elektorat.

  8. To po co się wygłupia???

  9. Równie dobrze to może być dopiero początek bo nie wiadomo jakie wyskoki są jeszcze w planach.
    Po likwidacji jednej branży nic nie stoi na przeszkodzie aby brać się za kolejne, a zakończyć mocnym przytupem np. zamykaniem elektrowni węglowych. No bo niby dlaczego nie moglibyśmy "ekologicznie" kupować prądu z Niemiec...
    Nawet ładne i dumne hasło można wrzucić "Polska liderem zielonego ładu i ochrony klimatu". Do tego jakieś fotki z Gretą i "postępowa młodzież" będzie zachwycona.

    Powyższe może teraz brzmieć jak absurd, ale zdaje się, że pan Morawiecki już się na różne agendy niedawno zgodził więc pozostaje jedynie kwestia jak to sprzedać ciemnemu ludowi i tradycyjnie ogłosić kolejny "sukces".

  10. avatar

  11. avatar

    Jestem na tyle w słusznym wieku aby pamiętać czasy wczesnego, średniego i schyłkowego PRL. Dlatego pozwolę sobie zabrać głos w sprawie hodowli zwierząt w PRL porównując ją z dzisiejszą. Wiecie dlaczego w PRL brakowało na rynku mięsa? Dlatego że zwierzęta hodowane i żywione były w sposób humanitarny. Np. świnia w chłopskiej zagrodzie rosła min. 12 miesięcy aby osiągnąć 100 kg wagi karmiona ziemniakami, otrębami i śrutą zbożową. Mięso uzyskiwane z takiej hodowli nie zawierało antybiotyków, było smaczne i zdrowe. Wędliny zawierały tylko składniki naturalne a 1 kg szynki powstawał z 2 kg mięsa, bez wstrzykiwania wody a proces produkcji trwał kilka dni. Obecnie trzoda hodowana jest w fabrykach w ciasnych kojcach a karmiona paszą z odpadów z zawartością padłych zwierząt, genetycznie zmodyfikowaną soją i kukurydzą naszpikowaną antybiotykami i środkami przyspieszającymi wzrost. obecnie świnia osiąga 100 kg. w 3 miesiące. 1 kg. szynki produkowany jest z niecałego kilograma wieprzowiny zawierającej wszystko to co zje świnia, nastrzykiwana słoną wodą ze środkami konserwującymi a wędliny zawierają tylko do 70 % mięsa, reszta to wypełniacze i woda.

  12. Brakowało w PRL, bo większość szła na eksport. Polsce brakowało dolarów i rubli, a niczego więcej podobnej jakośći nie produkowała, no może wódkę jeszcze. W krajach zachodnich mieli już swoje mięso naszpikowane chemią, więc chętnie kupowano z Polscki. Słynna szynka, dostępna w PRL w Pewexie za dolary, była tego przykładem.

  13. Strony